czyli..., zapisać słowem i obrazem
| < Sierpień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
,
.
DO PRZYJACIÓŁKI... .
Odeszły zbyt wcześnie..., pozostaną w sercu...
Oni ku mnie, ja ku Nim...
Pisali, dziś zamknęli, dziś milczą,
PROZA WŁASNA
TREŚCI ZAWARTE W TYM BLOGU SĄ MOJEGO AUTORSTWA, ZGODNIE Z PRAWEM AUTORSKIM, KOPIOWANIE I POWIELANIE TYLKO ZA ZGODĄ AUTORA
WIERSZE DO WYNAJĘCIA
Żagań w obiektywie

Darmowe fotoblogi
poniedziałek, 23 lipca 2018

 


 

Jest przy mnie gdy źle

Jest gdy dusza śpiewa

Wysłucha gdy trzeba

Gdy dopadnie bieda

W pół zdania nie przerwie

Nie powie że nudzę

Przychodzi gdy dzień

Mój przyjaciel... cień. 

 



13:01, dewaluacja
Link Komentarze (1) »
czwartek, 19 lipca 2018

Pamiętam czasy (brawo ja!), jak zastanawiałam się godzinami nad spuszczeniem migawki w aparacie czyli, nad pstryknięciem fotki. Nie żebym była taka niezdecydowana mocno, jeno świadoma własnych funduszów. Film, czyli przysłowiowa klisza kosztowała, a potem, każde pstryknięcie to też koszt, a na dodatek czy wart zachodu dowiadywał się człowiek, jak już zdjęcia odbierał. I czy to było cudo, czy gniot, to i tak trzeba było za wszystko zapłacić i to sporo. A gdy jeszcze weźmie się pod uwagę, że gnioty były w przewadze, to bolało jeszcze bardziej. 

Dzisiaj luzik! Pstryka się na tony, od razu widać coś spieprzył(a), a co wyszło jak trzeba i jak masz mus, to tylko z tym co warte zachodu, idziesz do zakładu, by ci to przerzucili na papier, (które to też nie kosztuje majątek), a jak się jesteś oblatany(a) w tym temacie, to znajdziesz to w necie za lepsiejszą cenę ( i to sporo lepsiejszą).

Tak to technika rozpasała fotografujących, a komputer i jego programy, dołożył do tego niezłą zabawę z kadrami które się napstrykało. Możliwości są jak stąd do nieba i dostępne, więc i ja dostąpiłam do nich i się pobawiłam. Liznęłam sam czubek ( cokolwiek nim jest), ale i tak jest przyjemnie. Coś sobie tam podłubię, więcej popsuję niż wyprodukuję, ale czasem coś mi się uda i wtedy radochy mam sporo.

Wiem, że to pikuś i wczesne przedszkole, ale co tam. mam przyjemność? mam! A reszta to ..., no właśnie pikuś! :) A to próbka moich prac domowych:))))

 

 

 

 

 

 

 

 

 




22:14, dewaluacja
Link Komentarze (5) »
sobota, 14 lipca 2018

Coś szumiało mi w domu. Podejrzenie padło na lodówkę, która potrafi wydawać zadziwiające dźwięki, ale gdy podeszłam do wyżej wymienionej, okazało się że to nie ona. Podeszłam więc do okna, (które ze względów zdrowotnościowych otwarte było) i od razu wiadomo było..., szumiało z dworu. Za późno na gminnych kosiarzy traw osiedlowych, (a i szumienie jakby bardziej poważne), za wcześnie na  powroty zmotoryzowanych mieszkańców z pracy, więc co?

Wyszłam na ganek i namierzyłam szum. Dochodził gdzieś za lasu, z pól. Rower między nogi, aparat do torby i jazda. Już z daleka dostrzegłam co zaś. Nie tylko szum się wzmagał, ale i kurz wznosił się pod niebo.


Żniwa. Mamy na okolicznych polach żniwa. Zsiadłam z roweru, wzięłam aparat i żniwa 2018-go roku mam udokumentowane.


Gdy tak patrzyłam na pola, stanęły mi przed oczami obrazy z filmów i z dzieciństwa. Mężczyzna, w koszuli z podwiniętymi rękawami, z kosą w rękach, a za nim kobieta wiążąca snopki.

Żniwiarze dawni i żniwiarze dzisiejsi, -XXI w. i ... ., chleba naszego, powszedniego daj nam dzisiaj... .

Niech nikomu go nie zabraknie.

Gdy odchodziłam, na polu lądował bociek, a może bocianowa?


Chyba przyleciała po obiad dla młodych. Ot, taki spory supersam polowy. Na pewno coś znajdzie.


niedziela, 08 lipca 2018

Staram się ruszać na przekór ostrogom, kręgosłupom i innym durnotom. Nie dam się stłamsić i usadzić na dupie! Póki się da, będę się przemieszczać na pedałach (mowa o częściach rowerowych), na nogach, z kilkami czy bez i sama, jak inaczej się nie da. 

Aparat mi w tym pomaga, a że już chyba każde drzewo i każda ścieżka ma swoją focię, to każdy liść na pewno jeszcze nie! No i jest powód by wyjść!

Wczoraj w TV znowu namawiali do pomagania kilometrami. Każdy kilometr, to wymierna kwota dla dzieci chorych ruchowo. Chcę wierzyć że tak jest. Nie tuptam tysiące kilometrów, ale przecież ileś ich przemierzam, a przez rok, uzbiera się trochę. Jeśli ma to komuś coś dobrego dołożyć, to ja chętnie. Zamontowałam Endomondo, zarejestrowałam się i poszłam.

Aplikacja zmierzyła mi wszystko. Dystans, czas, kalorie, ilość wypoconego płynu i coś tam jeszcze. Trasę pokazała na mapce i nawet było to zejście w krzaki, w które za potrzebą wlazłam.

Przez godzinę prze tuptałam ponad 5 km, zrobiłam kilka zdjęć. Zaliczono mi dystans i chyba dorzuciłam swoje km. do innych. Wiem, niewiele, ale i tak jestem dumna. A zdjęcia też wyszły nieźle, bo pogoda dziś była taka dla bogaczy, więc się poczęstowałam. A co! kto biednemu zabroni? :)




piątek, 06 lipca 2018

 

- Hej! A ty dokąd? - usłyszałam i wyhamowałam. Rozejrzałam się. Nikogo. Już miałam ruszyć dalej, gdy znowu.

- No do ciebie mówię! Gdzie się gapisz! Tu jestem! Ślepa jesteś?

Pytanie padło gdzieś z boku, jakby od badyla żółtego. Podeszłam bliżej i.... .

- No nareszcie! A ty kto? - zagadało to Coś do mnie.

- Ja? - pomimo osłupienia, głos wydałam - ja, ja....., no..., kobieta.

- Kobieta, i co dalej? - dopytywało się to Coś.

- No, Kobieta i już! A ty kto? - zripostowałam.

- Ja? Robal.

- Robal? I co dalej? - teraz ja byłam dociekliwa.

- Robal i już - odciął się Robal - co tak łazisz sama po lesie? Jeszcze cię kto naruszy! nie masz z kim się wietrzyć? - dopytał się.

- Nie łażę, ale uprawiam nordic walking, a sama czy z kimś, to moja bajka. Nic ci do tego! - odcięłam się.

Robal ruszył do góry (po badylu oczywiście), a ja przykucnęłam. Komunikatywność wzrokowa mocno nam się poprawiła.

- A co? chcesz mi zaproponować swoje towarzystwo? - roześmiałam mu się...., w pysk?

Robal spojrzał na mnie tak jakoś, że zrobiło mi się durnie.

- Zawsze jesteś taka, taka.... ,. Robal zamilkł nie kończąc zdania.

- No jaka? - warknęłam, bo warczeniem dobrze się maskuje zmieszanie.

- Taka, taka nietowarzyska - zdefiniował mnie Robal i zaczął schodzić z badyla.

No tak. Robal nie Robal, to jednak zagadał, troską się wykazał, a ja go tak śmiechem i w ...pysk?

Już prawie doszłam do tego, że "przepraszam" chciałam powiedzieć i zaproponować wspólny spacerek, miejsce na kijku i pogaduchy w temacie obitego dupska kibica, ale nie było już komu. Na badylu były tylko żółte kwiatki, dyndające na lekkim wierze.

Podniosłam się z przysiadu, spojrzałam raz jeszcze na badyl i ruszyłam dalej. Sama.

Czasami bywamy sami i nie wiem dlaczego, a bywa to takie proste.

22:03, dewaluacja
Link Komentarze (5) »
środa, 04 lipca 2018

Wiecie że fotografia to mój koń, na którym galopuję gdzie i jak się da. Zresztą, to także dzięki Wam  moje "zwierzę" może nadal galopować. Jest pięknie, gdy możesz robić to co kochasz, a jeszcze bardziej, gdy jest ktoś obok, co tak jak i ty potrafi zacumować przy byle jakim kwiatku na dłuższy czas.

Nie trafiła mi się taka persona, więc raczej solo galopuję na fotograficznej szkapie i się przyzwyczaiłam do tego. Ma to jedną dobrą stronę. Nikt mnie nie pogania i nikt mi zadka nie zawraca. Fotografuję co chcę, jak długo chcę i nikt mi nie psioczy, że po raz tysięczny robię zachód słońca! "Przecież to durne..... . "

I tu muszę coś wrzucić! Ja się nie skarżę! Wręcz odwrotnie! Się chwalę! Cały ten przydługi wstęp prowadzi do tego, że znajoma przyjechała do znajomych i męża ze sobą tym razem zabrała, a ten mąż, kocha fotografować i liczy na mnie, że Go poniańczę przez parę zachodów.

Ze znajomą gaworzyłam za dnia, a o zachodzie, z Onym, ruszaliśmy na zachód. I kiedy tak On sobie, a ja sobie robiliśmy to co komu w duszy i w kadrze grało, poczułam, że "nie solo" też jest fajnie, a nawet czasem fajniej.

Znajomi pojechali i zabrali ze sobą..., Ona, kilka godzin przegadanych, a On, zachody ( nie tylko), wymiany zdań i kilka dobrych godzin w plenerze.

Mnie zostały kadry, które będą przypominały, że fajnie jest nie być solo :).



sobota, 30 czerwca 2018

 

 

 

 

 

 

 

To dzisiejszy, ostatni, czerwcowy zachód słońca na drodze która codziennie prowadzi mnie z domu i do domu. Jednym słowem..., zachód w około komina:)

22:17, dewaluacja
Link Komentarze (6) »
sobota, 31 marca 2018

Niech te Święta przyniosą ze sobą spokój, radość, uśmiech, i niech słoneczko zaglądnie choć na chwilę.

WSZYSTKIEGO DOBREGO KOCHANI:)

19:44, dewaluacja
Link Komentarze (6) »
czwartek, 22 marca 2018

Dzień za dniem się splata w warkocze dni, miesięcy, lat. Czas ma swoje prawa i nie waha się ich użyć. Dosadność tych słów odczuwam porannie, gdy z lustra spogląda na mnie Ktoś.

Trochę podobny do mnie, ale nie bardzo. Za gruby nos, za dużo "kresek" (jak mawia mój NajNajMłodszy) na facjatce, oczy też jakieś nie bardzo wyraźne, a o koafiurze nie wspomnę. Zresztą, nie ma się co jej czepiać, gdy się gapi z lustra Ktoś, kto się zwlekł z łoża chwilę wstecz. 

I tak się na siebie gapimy i się nawet do siebie uśmiechamy czasami. Jeszcze trochę i nawet się może zaprzyjaźnimy? No, przyjaźń to za wielkie słowo, ale na zakolegowanie można liczyć.

To to, też czasem nawet aparat ze sobą przytarga (chyba żeby się pochwalić), a może żeby pokazać, że Ono też ma ciągoty w tym kierunku?

Więc, jak sobie tak teraz to wszystko zsumuję, to chyba Tą z lustra polubię. Aż taki piernik z niej nie jest. Po ugorach tupta i nawet pogwizduje, zadek też potrafi wypiąć do nieba, gdy jakiegoś robala dostrzeże poniżej i uprze się by mu portrecik pstryknąć, babsko nieuprzejme w szmatlandii też potrafi zbesztać w te i we wte, a po za tym..., to jak się trochę "upiększy" tu i ówdzie, szmatkę uczciwszą założy, uczłowieczy się deczko, to i bez wielkiego bólu patrzeć na Nią można.

Póki co, to wiosnę wczoraj witałyśmy. Ja chciałam kwiatki, ale ona się uparła, żeby tak po naturze, bez upiększaczy i realistycznie. No to jest realistycznie!

Wiosna, tyle że trzeba ja było trochę odkopać z bieli, ale co tam..., odkopywała Ona:) Jak robiłam za artystkę.

 

 

 

I tak to wygląda wiosna w Tomaszowie.

No cóż, innej nie było!

:)

21:17, dewaluacja
Link Komentarze (7) »
sobota, 24 lutego 2018

Dzień się skończył, wieczór zapukał do okna ostatnim blaskiem zachodu.

Z lampką czerwonego wina, z bluesem który kołysze myśli zmęczone, przekraczam leniwie próg nocy.

Jeszcze jeden łyk, jeszcze jeden blues i ruszę na spotkanie Morfeusza.

To w jego ramionach odnajdę drogę do ciepłych spojrzeń, do uśmiechu na co dzień, to szczęścia od święta.

Morfeuszu! jeszcze chwilę...,

18:35, dewaluacja
Link Komentarze (5) »
niedziela, 14 stycznia 2018

Szaro za oknem, zimno i nawet do sklepu po chleb jakoś nie chce się iść. Kichy jednak swoją moc mają i się domagają co im się należy (w tym chleba naszego powszedniego), więc po chleb wychodzę, ale ani grama dalej.

Jakoś mnie nawet aparat nie wygonił z domu, ale i po co, przecież przy takiej aurze, to nawet najlepszy "upiększacz" programowy, nie poprawi tego co w kadrze zaistnieje. Cóż, taki mamy klimat (podobno).

Zabrałam więc NajNajMłodszego na dół, w celu posprzątania "pracowni" (czytaj piwnicy), co to w niej nieraz coś tam pstryknę, a ten zamiast pomagać, po kątach szperał. No i wyszperał!

Gitara, która to ze mną brzdąkała, "a mury runą, runą, runą i pogrzebią..." w wiadomych czasach, a dzisiaj, z zerwanymi strunami, w piwnicy, gdzieś w kącie odsypiała "dobre" czasy. Ech...., Tamte czasy minęły i pogrzebały nie tylko mury, ale i nasze wzniosłe marzenia, a gitarę, z za pajęczyny, wyciągnęło Wnuczydło. 

Aparat mam raczej zawsze przy sobie, więc tak powstało tych parę fotek. Cóż, "pracowni" nie sprzątnęliśmy, ale gitarę odkurzyliśmy:)

Może NajNajMłodszy znalazł właśnie swoją pasję? :)

 

 

 



 

20:56, dewaluacja
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 grudnia 2017

Podobno z wiekiem się człek kurczy i to jest fakt! Miało się 160cm, a ma się 158. Niby to tylko 2 cm, ale były, a nie ma! Widać człowiek depcze, depcze i się udepcze. 

Ale od wczoraj wiem, że nie tylko człowiek z czasem się kurczy. Skurczyła mi się też choinka. Zdjęcie poniżej zawiera obraz mojej choinki! I niestety, to nie telewizor jest wielki jak choinka, ale choinka ( czytaj choineczka) jest mała jak telewizor.

Nie powiem, mam większą, ale cóż..., mój kawałek podłogi też miał uprzejmość się skurczyć, i ni jak nie było miejsca na choinkę większą. Miało w ogóle nie być, bo stroik miałam zrobić przepięknej urody, ale coś, jakoś dziwnie bez choinki, a że w klamotach znalazłam takie małe "coś", co trochę przypominało niby choinkę, (tylko mocno sfatygowaną) i co ( po zmierzeniu ) mieściło się w jedynym wolnym miejscu (koło telewizora), więc zabrałam to "coś", wspięłam się na wyżyny wyobraźni i możliwości manualnych, i zrobiłam taką choinkę. Mała jest, ale wygląda jak choinka, świeci jak choinka i zrobi nastrój, jak to choinka.

I z tą właśnie choinką, składam Wam wszystkim tu zaglądającym, życzenia świąteczne!

By ten czas był czasem pięknych wzruszeń, radości, ciepłych słów i ciepłych serc .

 


KOCHANI! I JAK CO ROKU!! MIEJMY PIĘKNE ŚWIĘTA!!!

20:49, dewaluacja
Link Komentarze (7) »
sobota, 18 listopada 2017

Fotografia, to dziedzina tak pojemna, że mieści w sobie tyle stylów, tematów i możliwości wyrażenia swoich emocji, że nie sposób wszystkiego wyliczyć.

Ostatnio, "załapałam" się na malowanie światłem. Od zawsze, w moich pracach, światło odgrywało najważniejszą rolę, a teraz przejęło dominację nad wszystkim.

Raczkuję dopiero w tej dziedzinie, podglądam mistrzów, próbuję coś podobnego wymodzić, i jak na razie, to na 50 zdjęć, 2 są do wglądu. Reszta do kosza! Najtrudniejsza sprawa to ta, że samemu trudno całą sprawę ze światłem ogarnąć, bo albo rąk, albo nóg, albo obojga brakuje. Rodzina nie za bardzo ma ochotę pomagać, a jak już, to bardzo szybko się nudzą, bo ile można machać latarką?Ano można długo i jeszcze dłużej.

Ale ja jestem uparta i dopnę swego, choćby mi w piwnicy, czy na strychu, przyszło spędzić najbliższe miesiące:)))

Najtrudniejsze zrobić kulę ze światła. Jak do tej pory, wychodzi mi albo jajo, albo coś na kształt rozpierduchy wietrznej! Ale jestem uparta i jak to mówi najmłodsze wnuczydło..."damy radę" !

To tyle względem wyjaśnienia nie do końca dobrej "radosnej twórczości mej".

Ale się poprawię! :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


środa, 08 listopada 2017

Jesień weszła w początek końca swego. Liści więcej na ziemi niż na drzewach, a i te co jeszcze nie dały się porwać wiatrowi, już w kolorach przygasłych.
Coraz smutniej na ścieżkach leśnych, coraz więcej nagich drzew.

Bez słońca, pod szarą warstwą chmur, zmęczone liście układają się do snu masłem na dół.

 

 

 

 

 

 

 

 

 


niedziela, 29 października 2017

Co roku w tych dniach, zaludniają się cmentarze. Tym co odeszli, ci co zostali.
Uprzątanie grobów, kwiaty, znicze, a potem prostujemy obolały krzyż, przymykamy oczy i dziękujemy tym co byli, że byli.
Niech Anioły będą nadal przy was!

 


21:09, dewaluacja
Link Komentarze (9) »
środa, 25 października 2017

Kiedy poranek otulony mgłą, gdy na liściach jeszcze śpi nocny deszcz, gdy słońce zaspane niemrawo wdrapuje się na niebo, warto wziąć aparat.

Można spotkać niesamowitą grę świateł, można znaleźć krople podwieszone tu i tam, a liście na ścieżkach, błyszczą niczym powlekane srebrem.

Mgła zmiękcza ostre kontury, nadaje tajemniczości rzeczom zwyczajnym, a promienie słońca, przebijające się przez prześwity gałęzi drzew, kładą się słonecznymi plamami na zacienionych zakamarkach. 

Miałam to wszystko porankiem, więc za aparat i ruszyłam po Tomaszowie i okolicach. Było na czym zatrzymać obiektyw i byłabym jeszcze ciekawsze kadry ustrzeliła, gdy nagle, po drugiej stronie szosy zobaczyłam jak coś szarego stoi na poboczu i coś chrupie.

Chrupało żołędzie, a jak mordę podniosło i spojrzało na mnie to jak nic... locha dzika!!! od lat włóczę się po ugorach okolicznych, i od lat widzę ślady dzików, ale tych ostatnich jakoś nie. Aż tu dzisiaj, oko w oko! Uciekać? Stać i udawać że nie widzę, to może sobie pójdzie? Przy szosie jesteśmy, samochody jeżdżą, ro może się wystraszy i w las pójdzie?

Ona patrzy na mnie, ja na nią i nic się nie dzieje. Nie powiem, stracha miałam, bo cholera wie co to może zrobić, a ja za stara by po drzewach latać!

I tak sobie stoimy, aż nie wytrzymałam i ..., skoro jut na to się napatoczyłam, to zrobię jej portrecik! I zrobiłam, ona nie zrobiła nic, pogapiła się jeszcze chwil i zabrała się ponownie do konsumpcji.

Odeszłam spory kawał, ale światło było niezłe, więc wlazłam w las i dalej pstrykać, tyle że nadsłuchiwałam, czy bestia czasem nie nadchodzi!

Po obiedzie syn przyszedł, więc od razu się chwalę, jaką fajną fotkę walnęłam dzikowi.

Ten się popatrzył najpierw na fotkę, potem na mnie, pokiwał głową i w śmiech!

- Skąd ci się wziął dzik? Przecież to świnka wietnamska! I to pewnie ta, co to Miszy jakiś czas temu uciekła - wychrypiał zanosząc się od śmiechu.

- Oj Mama, Mama- żeby świnię wziąć za dzika? No całkiem jak u Kargulów i Pawlaków! A może ty Mama Pawlaczka jesteś?

Spojrzałam na niego, potem na mojego dzika (czy dzikową).

- Czy ja Pawlaczka to nie wiem, Mama nic na ten temat nie wspominała, ale że świnia mnie w konia zrobiła, to już prawdziwe świństwo!

- Dobrze żeś na Fejsa nie wstawiła tego "dzika", bo by ludziska mieli z ciebie ubawu przez tydzień - zarechotał synuś, a ja miałam ochotę pacnąć go w zadek!

A swoją drogą, to ile lajków mogłabym za tego dziko-świnkę dostać? Zawszeć to popularność by była, a czy świńska, czy dzikowata, to co za różnica? :))))

 

 

 

 

 


sobota, 14 października 2017

Kilka kilometrów ode mnie, jest miasteczko Szprotawa. Nic specjalnego, ot małe miasteczko, prawie zadupie. Są ulice, jest ratusz z dwiema wieżami, ławeczki przy nim i gołębie. Ludzie też są!

Jest też kościół. Nic specjalnego. Fakt że stary, zabytkowy, i w środku bogato zdobiony, ale tu na zachodzie, w każdym miasteczku są takowe, a po wsiach, kościoły budowane z polnego kamienia (XIII-XIVw).

Jednak ten w Szprotawie różni się od tamtych diametralnie. Czym? Ano tym, że jest otwarty w każdy dzień i zawsze można tam wejść. Nie trzeba stać w progu i przed kratą metalową, lecz można wejść do środka, usiąść w ławce i co tam kto chce.

Wieżę w Boga ale już z kościołem i klerem jest trochę na bakier. Boga odnajduję patrząc w zachód słońca, czy na kolory jesiennego parku. Tam widzę piękno, którego człowiek nie byłby w stanie stworzyć  i tam widzę Jego doskonałość. Tam słyszę swoje myśli, tam mogę zrobić rachunek strat i zysków, i tam mogę prosić, o to, czego mi potrzeba i tam mogę podziękować, za to, co mam.

Ale lubiłam też wejść do kościoła, poczuć zapach palących się świec, patrzeć na promienie słońca przedzierające się przez półmrok, na ołtarze podświetlone płomieniem świec, słyszeć cichy szept modlitwy i stukot kroków tych co przyszli w odwiedziny. Niestety, od wielu lat, kościoły są pozamykane i tylko w niektórych można wejść do przedsionka.Rozumiem że to dla bezpieczeństwa i przed dewastacją, ale ten w Szprotawie jest otwarty i dostępny! Więc można???!!!

Można i dlatego, od czasu do czasu jadę tam, siadam w ławce i spędzam chwilę, czasem dwie, a że mam zawsze ze sobą aparat, więc czasem, gdy coś dostrzegę co mnie poruszy, to cichutko, bez lampy, robię parę zdjęć.

Wczoraj zrobiłam Anioła, i chciałabym go Wam tu dać. Niech ten Anioł pójdzie z Wami, niech Wam towarzyszy i w dobrym i w złym. Niech będzie dla Was dobrym kumplem (będzie na pewno, bo mu dobrze z oczu patrzyło)

Dobrej nocy Kochani!

 





sobota, 07 października 2017

Orkan Ksawery dobrał się do nas, a raczej do naszego dachu i zawinął nam kilkanaście dachówek, (robiąc niezłą dziurę w dachu), napędził nam sporego strachu wiejąc, wyjąc, wywracając drzewa z korzeniami, i przewracając większe i mniejsze rzeczy, które spotkał na swojej drodze. 

Dzięki Bogu skończyło się na tym. Drzewa uprzątają, dachy łatają (zięć i ślubny już załatali), a światło podłączyli już po kilku godzinach.

Muszę przyznać, że takiej wichury jeszcze u nas nie było.

- No! tym razem to nie moja wina! - powiedział z ulgą Ksawery (wnuczydło me), parząc jak Tata z Dziadkiem dziurę w dachu łatają.

I miał rację! Tym razem narozrabiał wiaterek, który mam nadzieję już do nas w takiej formie nie wróci!

A na poprawienie nastroju (bo za oknem pada i jest ponuro jak w piwnicy), kilka jesiennych klimatów przytarganych przeze mnie z okolicznych ugorów! :)

 

 

 

 

 

 




piątek, 29 września 2017

To nie prawda, że tylko w lesie znajduję klimat, że tylko kwiatki i bławatki, że tylko psa i kota! Co prawda obiektywy które mam nie za bardzo nadają się do architektury, ale coś tam można zrobić. Nie do końca to co by się chciało, ale domy też czasem wychodzą, i miasto (czytaj miasteczko)takoż, a że ludzi w nim o tej porze nie za wiele, więc i nie za wiele "ustrzeliłam". jednak parę sztuk się szwendało po tym Żaganiu, więc i parę sztuk się załapało w kadr. 

Klimat zadupia wieczorową porą chyba wyłapałam, a przynajmniej jego ulic. Że bez ludzi prawie? Cóż, większość wyjechała za chlebem, a starsi już o tej porze piją ziółka przed telewizorem.

Ja latałam i pstrykałam, a to co mi wyszło, jest pod spodem:)

spokojnej nocki:)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



niedziela, 24 września 2017

Jak dobrze mieć suche stopy, rano, w niedzielę, na ścieżkach, łąkach, w lasach, we mgle! Gumiaki zdały egzamin na 5 i pozwoliły mi się poszwendać tu i tam czyli, poranne, jesienne mgły sfocić!

 


Jesień nie do końca jest przyjemną porą. Bo to i chlapie i wieje i mgłami zachodzi, ale i w takich warunkach można znaleźć coś, co widać inaczej, niż choćby latem. Inaczej będzie wyglądała moja akacjowa, leśna alejka latem, a inaczej jesienią. I teraz i przedtem ma swój urok, ale moją faworytką jest jesień.

Niech chlapie, niech mży, niech zwiewa czapki z głów, ja tam i tak ukradnę jej to co najpiękniejsze. Klimatyczność, miękkie barwy i tą nostalgię, którą w mojej duszy co roku upycha.

Może dlatego że i ja już bardzo Jesienna?


 

 

 

 

 

 

środa, 20 września 2017

MAM DOŚĆ MOKRYCH NÓG! Trzeba kupić KALOSZE!

Tak od kilku lat sobie obiecuję, gdy, latając w porannej rosie wracam do domu z przemoczonymi nogami, ze skarpetami, że tylko je wykręcać, stopami jak lody!

Ostatni wypad po pajęczyny w kropelkach, doprowadził to zamoczenia dolnych odnóży i do wizyty w sklepach, celem zakupienia obuwia gumowego!

Nie będę się rozwodzić nad trudnościami w zdobyciu wyżej wymienionego produktu, powiem tylko, że wreszcie znalazłam, ale musiałam wziąć nie to co mi się podoba, tylko to co wlazło na nogę i nie ważne jakiego kolorku i wyglądu.

A wyglądało to to jak..., jak dla mnie to nie wyglądało! Ale przecież to tylko gumowce na pola i łąki, więc co tam!

Przywiozłam do domu, postawiłam, patrzyłam i bolało! A nie mogłyby być ładne, kolorowe, wesołe? Może i mogły, ale nie były!

No to sama sobie je upiększę! Po swojemu i jak se zrobię takie będą! Może nie cudo, ale moje, SPERSONALIZOWANE i jedyne w swoim rodzaju!

Zakupiłam mazaka co to miał się na gumie trzymać na amen! Nie trzymał, a nawet nie chciał wyschnąć, choć pisało że do gumy też, ale jak chciałam zetrzeć, to się cholerstwo rozmazało, ale nie zlazło!

Wygląda na to, że rysunek się nie trzymał, ale plama co po nim została, to nie dość że się trzymała, to jeszcze nie brudziła!

Posiedziałam, podumałam i doszłam do dwóch wniosków! Albo kupię nowe gumiaki (19 zł nie zrujnuje mi budżetu), albo na bazie plamy coś wymodzę. Tylko czym? Zakupiłam inne mazaki. Tym razem nie nitro i zaczęłam RADOSNĄ TWÓRCZOŚĆ!

Z tematyką „upiększaczy” nie miałam problemu. Wiadomo! Skoro kalosze mają mnie nosić w czasie fotografowania, to aparat będzie jak najbardziej na miejscu! Takie FOTOGRAFICZNE GUMIAKI!

I tu znowu pominę moje „męki twórcze”, bo za cholerę nie chciało to iść jak bym chciała, ale szło własnymi drogami, a raczej, własnymi maziami!

Gdzieś tak po kilku godzinach mojego monologu (do gumowców) w sprawie, co im zrobię, jak dalej będą takie oporne, po nie całkiem cenzuralnych okrzykach i złorzeczeniach, postanowiłam że dość!

Przecież do diabła, kto mnie będzie oglądał w tej „radosnej twórczości”? Chyba że zając, żaba lub najwyżej kot sąsiadów, który się też włóczy po ugorach, ale chyba nie, bo ostatnio całkiem piękny portrecik mu pstryknęłam. Zresztą, czy zwierzakom nie wszystko jedno co mam na nogach?

Patrzę teraz na me dzieło, które za ukończone uważałam i dostrzegam w nim jeszcze duży potencjał! Jaki? A choćby wewnętrzną stronę obuwia! Jeszcze tyle można by tam umieścić! Może jakiś statyw, obiektyw, albo choćby mały aparacik kieszonkowy? No co!? Że wystarczy? Że za dużo będzie? A kto artyście zabroni weną swą w kalosze iść? Nie tylko „każdy śpiewać może”, ale też każdy mazać może, i to jest wersja ostateczna i jej się będę trzymać!

W razie cóś, to kupię nowe gumiaki! A kto bogatemu zabroni? O!

 

 



niedziela, 10 września 2017

Pogoda trochę chlapiąca, więc odpada latanie z aparatem po ugorach, (bo to i nogi zmoczy i nogawki ) a czas trzeba zagospodarować. Ślubny śpi po nocce, cisza dzienna, więc trzeba się zająć czymś mało hałaśliwym.

Literaki! Nie trzaskają, nie kłapią dziobem, a moje pomstowanie poczyniam cichym szeptem po .., śniadaniu. Pomstuję, bo durnoctwa wypisują, a jak się pytam co to znaczy to coś, to odpowiedź „nie wiem, ale w słowniku jest”, rozgrzewa mnie do białości! Obiecuję sobie więcej nie grać, a potem znowu odpalam kompa i..., i do białości!

Może kiedyś zmądrzeję?

W każdym razie, skończyłam grać, (a raczej się wściekać), podszykowałam obiad i nadal mi czasu zostało. Wzięłam więc aparat i na podwórko. Prawie nie padało.

Mówią, że każda pogoda ma w sobie coś do zaoferowania (mówimy o zdjęciach) i prawdę mówią. Po deszczu, kolory nabierają ostrości i soczystości, kadry staje się wyraźniejszy. Coś jakby odwrotność mgły, gdzie wszystko mięknie, staje się pastelowe, delikatne.

Wzięłam więc tym razem „soniaczka” i od kwiatka do kwiatka, od kropelki do kropelek, szłam i pstrykałam. Może coś się trafi?

Za płotem zatrzymał się samochód i wysiadł z syn, z połową swoją, która to w ręku dzierżyła koszyk. Na grzybach byli!

Podniosłam aparat do oka (w celu uwiecznienia powrotu i nie zaginięcia ich w kniejach), a tu mi zoom bzyka i nie wyostrza! Co jest! Oni coraz bliżej, a on nieostrzy jak cholera! Wyłączam automat, przerzucam na manuał. To samo! CHOLERA!!! APARAT MI SIADŁ!! Jak nic, wilgotność mu zaszkodziła!!!

Syn pochwalił się zbiorem i zażądał uwiecznienia owego. Nic z tego! Aparat mi siadł – powiedziałam prawie z płaczem!

Wróciłam do mieszkania. Próbuję, to samo. Nie ostrzy! Młoda, która zaszła po coś tam, czego jej brakło, spojrzała i zapytała.

- A tobie co?

- Aparat mi siadł, nie ostrzy – odpowiedziałam i wskazałam na sprzęt nieostrzący – chciałam zrobić fotkę wracających z grzybobrania, a tu D!

Młoda wzięła urządzenie w ręce, odpaliła i..., nie ostrzy!

- Szkoda – powiedziała odkładając aparat, ale tuż nad blatem ławy się zatrzymała. Przypatrzyła się bliżej obiektywowi i zapytała

-A co ty masz nakręcone na niego?

Spojrzałam. +3 m49. O cholera!!!! Zapomniałam o soczewce makro! Teraz rozumiem skąd te powiększenie i niemożność nastawienia ostrości! Z bliska tak, ale z daleka, nie! Najpierw ulga, a potem.....

- Wygląda na to, że to nie aparat szwankował, ale ty – stwierdziła Młoda i wyszła z tym po co przyszła.

Już miałam jej odpowiedzieć względem szwankowania, ale pomyślałam, że ma trochę racji. Żeby na starość za blondynkę robić? Wstyd! I się wstydzę, ale tylko trochę, bo za resztę, to się cieszę, że to ja, a nie on, czyli aparat mój:) Moje naprawianie będzie tańsze. Lecytynę dostanę i za 12zł, a naprawa soniaka to, strach się bać!

Następnym razem nabrać się nie dam!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




niedziela, 03 września 2017

Tak naprawdę, to nie jestem za różami. Ładne to jest, ale upierdliwe mocno (tak mówi ślubny, który umie chodzić koło kwiatków). Kapryśne to to, mszyce obłażą to niczym stonka ruską kukurydzę (tą za Chruszczowa), a na dodatek glebo-wymagające.

Ja nie wiem, bo u mnie, różyczki jakieś takie małe, pną się po siatce i ja nie mam z nimi nic wspólnego. Chyba tylko to, że okiem zerkną. Ślubny dogląda i to mi wystarczy.

Jednak, gdy nie bardzo jest na czym obiektyw zatrzymać (chyba wszystko już uwieczniłam, a czego nie, to albo tego nie było, albo uciekło, ewentualnie się schowało), to róże za płotami sąsiadów muszą wystarczyć. Niemniej jednak, róża to tylko kwiatek, i choć mówią, że to królowe kwiatostanu, to mnie jakoś ich wysokoście na kolana nie powalają, więc podparłam się światłem, cieniem i ogrodzeniem, co by w kadrze coś się działo, a jaśnie wielmożne królowe nie nudziły oka.

Właściciele nie mieli nic przeciw, królowe nie pytałam:)

 

 

 

 

 



środa, 30 sierpnia 2017

- Przemyśl to - usłyszałam w telefonie. W telefonie, który odezwał się głosem blogowej BM. Następnie, usłyszałam i to i owo ( w bardzo kulturalny sposób, acz konkretnie), a gdy zrozumiałam, że mój post również zaniepokoił, zrobiło mi się niefajnie. Powinnam na początku zaznaczyć, że ze mną wszystko ok, (na zdrowiu i umyśle) a decyzja zamknięcia bloga powodowana była...., hmmm..., chyba tym, że skoro tak niewiele piszę, to czas zamknąć ten kawałek mojego skrawka bytu. 

Komentarze pod postem wzruszyły mnie i ciepło tak jakoś na serduchu mi się zrobiło.

- Przemyśl to, a jak przemyślisz, to odszczekaj! - usłyszałam i obiecałam że przemyślę. Co do szczekania, to cóż... .

Nie wiem na jaką obecność tu mnie stać i nie wiem czy będzie co wklepać. Moje życie zrobiło się takie bardziej powtarzalne, żeby nie powiedzieć, że prawie jak dzień świstaka jest co dzień (o sreberkach nie wspominamy!), ale odszczekiwać nie będę, gdyż szczekam nędznie, a to powinno być pierwszego sortu! Zatem, do odszczekiwania zobowiązałam Miśkę, czyli zwierzę Młodej, wyprowadzane przez mnie.

Zgodziła się więc... .

a oto dowód na odszczekiwanie

a to dowód, że zwierzę z dobrego serca (nie z przymusu) odszczekiwało!

Tak więc, uważam odszczekanie za uskutecznione! Cóż jeszcze? Czy się coś ciekawego wydarzyło?

Po 1

- Pojechałam rano w ugory popstrykać. Ślubny po nocce śpi, wiec wolnam. Popedałowałam nie daleko, cudów nie zrobiłam, jedynie co ciekawe, to chyba mój widok na ścieżce pod lasem, gdym pół naga (majtasy i stanik zostawiłam) ewolucje gimnastyczne uskuteczniałam, gdyż poczułam że coś mnie po karku łaskocze, a że już dość w tym roku podkarmiłam kleszczy, więc się otrzepać musiałam. A jak już trzepałam górę, to i dołożyłam dół. Tak na wszelki wypadek. Ścieżka była pusta, więc widzów nie było. Może szkoda?

Kleszcza do domu nie sprowadziłam!

Po 2

- Po obiedzie Ślubny na motor sobie pojechał, to ja znowu na rower po pstrykać. Tym razem zaopatrzyłam się w statyw, parę obiektywów,  butelkę z wodą i (o aparatach nie wspomnę) i ruszyłam. Tym razem dalej. Przejechałam 2/3 drogi (po ugorach mknęłam), gdy poczułam, że coś za ciężko mi idzie, a raczej jedzie. Nie pierwszy to raz, więc rozpoznałam! FLAK!

Nie wiem co to jest, ale średnio kilka razy do roku, łapię flaka w tylnym kole i nie ma tragedii, gdy koło domu, ale przeważnie flaki się łapią daleko. Powrotna droga jest zawsze w pełnym słońcu, w upale i przy akompaniamencie "dobrych życzeń" jakie dętce posyłam. I tym razem nie było inaczej. Doszłam wkurzona, spocona, okurzona, z nogami udeptanymi po samą d...ę! Fotki zrobiono 3, wszystkie też do d...Y. !

Reasumując. Kleszcza nie przyniosłam, z porannych fotek z trzy się nadadzą nawet do pokazania, nogi odpoczęły, a wnerw się uspokoił.  Co do roweru, to dętka nie jest znowu taka droga, chyba, że spełnię obietnicę daną urządzeniu jezdnemu po ostatnim flaku i oddam go na złom!

Muszę to jeszcze przemyśleć!

 

A to na dowód, że jak poniżej odchodziłam, to powyżej wracam:)

Dziękuję Wam


piątek, 25 sierpnia 2017

7 listopada 2008 roku, zaczęła się żywotność "dewaluacji" (czyli mnie), na tymże blogu). Minęło więc 9 lat mojej tu wędrówki i wygląda na to, że właśnie doszłam do końca blogowego tuptania.

Blog ten był przez te lata czymś ważnym. Dzięki niemu poznałam dobrych ludzi, zawarłam przyjaźnie, i żegnałam odchodzących.  Dzieliłam się w nim swoimi przemyśleniami, (za wymądrzanie przepraszam;) ), pozwalał mi on na wygadanie się, na podzielenie radością i smutkiem. Pozwalał na "odwiedziny" u tych, u których można było przycupnąć na chwil parę, na przeczytanie tego, czym chcieli się podzielić.

Dziękuję wszystkim tym, którzy tu zaglądali i poświęcali mi chwilę ze swojego cennego czasu. Dziękuję za dobre słowa, za uśmiech, za słowa otuchy gdy jej potrzebowałam i za to, że byliście.

Ten blog był kawałkiem mojego życia, w którym zechcieliście uczestniczyć i za to WAM BARDZO DZIĘKUJE I NIGDY O WAS NIE ZAPOMNĘ! 

WSZYSTKIEGO WAM DOBREGO I NIECH WAS PROWADZĄ DOBRE ANIOŁY!!

dewaluacja



22:06, dewaluacja
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25