czyli..., zapisać słowem i obrazem
| < Grudzień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
Zakładki:
,
.
DO PRZYJACIÓŁKI... .
Odeszły zbyt wcześnie..., pozostaną w sercu...
Oni ku mnie, ja ku Nim...
Pisali, dziś zamknęli, dziś milczą,
PROZA WŁASNA
TREŚCI ZAWARTE W TYM BLOGU SĄ MOJEGO AUTORSTWA, ZGODNIE Z PRAWEM AUTORSKIM, KOPIOWANIE I POWIELANIE TYLKO ZA ZGODĄ AUTORA
WIERSZE DO WYNAJĘCIA
Żagań w obiektywie

Darmowe fotoblogi
czwartek, 24 listopada 2016

Cały rok czekam właśnie na te dni jesienne, kiedy mgła rozmywa ostre krawędzie, gdy woda przykryta welonem mgły czeka na jesienne słońce, gdy brzegi rzeki przeglądają się w jej lustrze, zabarwiając wodę jesiennymi kolorami.

W takich chwilach czuję, że warto żyć choćby po to, bo to zobaczyć, zachwycić się, zapamiętać, i zabrać ze sobą w kilku kadrach.

 

 

 

Jeśli ktoś miałby ochotę na więcej jesiennych impresji (i kaczek w kolorze jesieni) to zapraszam na

blog fotograficzny http://fotomoje.blox.pl/html

sobota, 12 listopada 2016

Noc. Zamknięta w samotności, z ramionami pustymi, z ustami spragnionymi.

Nie usiadła na ławce oczekującej dotyku, nie spojrzała w lustro wody by zobaczyć blask w oczach, nie przywarła twarzą do szorstkiego pnia dębu.

I spojrzał Księżyc w oczy Nocy i zobaczył smutek zalewający spojrzenie. Odwróciła Noc twarz od Księżyca, zakryła dłońmi nieme usta. Jeszcze raz spojrzała na puste miejsce oczekiwania, jeszcze nadzieja trąciła zmęczone serce, lecz żaden dźwięk nie spłoszył ciszy. Echo kroków spało przykryte kołdrą jesiennych liści.

Przelał się smutek kroplami słonymi, spadając wprost w ciemne ramiona drzew. I zobaczył Księżyc drogocenne łzy i sypnął w nie księżycowym blaskiem.

Po uśpionej trawie, potoczyła się diamentowa magia. Spojrzała Noc w oczy Księżyca i zrozumiała ich mowę.

Przez uśpioną alejkę, po uśpionych liściach, samotna samotność odchodziła w stronę niebytu.

 




czwartek, 10 listopada 2016

Testowanie sprzętu owocuje oczywiście nadmierną jego eksploatacją, ale czy da się inaczej? Nie, i dlatego fotografie mnożą mi się jak przysłowiowe króliczki.

Owe "króliczki" wsadziłam na blog FOTOGRAFICZNY, i jeśli ktoś mam ochotę to zapraszam. Jest tam trochę mojego Tomaszowa, Żagania, i okolicznych włości. Ot, takie zadupie prawie na końcu świata, a jak nie świata, to przynajmniej na końcu czegoś tam. Jednym słowem..., coś co oglądam na co dzień.

Zapraszam więc na moje podłogi:)))) (link poniżej)

MÓJ KAWAŁEK PODŁOGI

sobota, 05 listopada 2016

KOCHANI!!!!

Dzisiaj zapraszam na blog sekcji fotograficznej "balans". Tam historia tragiczna się rozgrywa, tam przeszłość straszy, tam miłość zakazana, zdrada ukarana.

Na wszystko jest dokumentacja w postaci zdjęć i opisu zdarzenia. Tak się właśnie kończy, gdy ta trzecia nie chce do trójkąta!!!
a jak się kończy? ano właśnie tak jak tam...

http://sekcjabalans.blox.pl/html

15:09, dewaluacja
Link Komentarze (1) »
niedziela, 30 października 2016

Przysiadł Anioł na kamieniu.

Skrzydła białe złożył w odpoczynku, dłoń na dłoni oparł i zadumał się.

Jesień rozpostarła nad zmęczonym wędrowcem pożółkłe liście, zatrzymując zimne krople deszczu.

Czerwony płomień znicza, płonący pamięcią, drży na jesiennym wietrze.

Przygarbiona kobieta zgrabiałą dłonią zgarnia z mogiły opadające liście, chłopiec z trudem dźwiga zbyt pełne wiadro wody, mężczyzna po raz kolejny zapala gasnący na wietrze płomień.

Z wysokości kamiennego postumentu, ludzkiej krzątaninie przygląda się Anioł.

Ci co pozostali, tym co odeszli.

 



wtorek, 11 października 2016

Udokumentowałam tu już prawie wszystko, i to w każdej z pór roku, ale to nie dziwota, gdy się ma aparat i lubi się go używać, a pomieszkuje się tu już ponad 20 lat, to może braknąć nawet drzew w lesie, które nie były sfotografowane, (o dróżkach, domkach i kwiatkach nie wspomnę!).

Dzisiaj wymyśliłam, że skoro pada, to w przerwie pomiędzy deszczami pstryknę parę kadrów. Taka zamoczona jesień też może być inspirująca.

Taki był zamysł, a wykonanie?

To co było mokre, wysuszone wiatrem przestało być mokre, a drugi rzut deszczu jak na złość nie nadchodził. G... . . wyszło z mojej mokrej jesieni, ale za to znalazłam coś co mnie zaskoczyło dokumentnie!

KWITNĄCE POLE RZEPAKU W PAŹDZIERNIKU! Chloerka? a może to już koniec kwietnia, a ja jesień i zimę przespałam? Ale skąd w taki razie te liście pożółkłe? Susza była, czy jak?)

Teraz, gdy spoglądam w okno dochodzę do wniosku, że to jednak nie kwiecień i nie wiosna, ale jesień! Jesień zmoczona, szara, idzie przez las Tomaszowski w jednym zdartym bucie, (bo drugi napotkałam na jednej ze ścieżek leśnych), i po raz kolejny każe mi wierzyć, że ja tak jak i ona, jestem Jesienna idąca przez ... las.

Jeśli chcecie, chodzicie ze mną w moją i jej jesienność. Obie jesteśmy

T U T A J !

 


poniedziałek, 03 października 2016

Na moim blogu trudno szukać polityki. Nie dla tego że mnie nie obchodzi, ale dla tego, że w tym temacie nie trudno o złe emocje, zacietrzewienia i tym podobne uczucia. A mnie się nie chce sprzeczać, udowadniać czy uzasadniać.

Wystarczy, że ci na górze, i ci "dobrzy", i ci "źli", przy użyciu każdej "świętości" i każdej " wredności", robią z naszej Polski plac zabaw, na którym nie wahają się użyć i pisaku i łopatki, sypiąc nam po oczach wmawiając, że to dla naszego dobra!

I dlatego, zabrałam swoje zabawki i poszłam precz.

Ale dzisiaj jednak zdanie napiszę, bo choć mnie to już nie dotyczy, (dzięki Bogu za stara jestem), to dotyczy mojej córki, jej dzieci, i dzieci ich dzieci!

W moim Żaganiu, małym miasteczku, a nawet można powiedzieć na zadupiu, był "czarny marsz". Nikt go nie planował, nie organizował. Na facebooku żagańskie kobiety się skrzyknęły i przyszły, by wyrazić swój strach.

Może to nie były tłumy, ale po raz pierwszy, spontanicznie, bez nakazów, bez prowodyrów, normalne baby wyszły na ulicę. Bez wstydu, bez krępacji. I może nie usłyszy nas Warszawka, może będzie miała nas w dupie, ale takich zadupiów są w Polsce setki, a gdy i one się skrzykną, to może Warszawka w tym krzyku, nie usłyszeć JEDYNIE SŁUSZNYCH WYTYCZNYCH (wiadomo od kogo)!

NIE JESTEM ZA ABORCJĄ!!!

Uważam że to coś okropnego, że to tragedia, że ból, rana na całe życie! I nie wolno jej robić, chyba że..., chyba że inaczej nie można! Bo nie można zmusić dziecko 12-to letnie, zgwałcone, by rodziło, gdy ono nawet nie rozumie co się z nim dzieje! Nie można ryzykować życiem matki, gdy w domu czeka na jej powrót np. dwójka małych dzieci! Dlaczego? Nie będę tu motywować, bo każdy to wie.

Ktoś powie...,  niech urodzi i odda. A ilu, tych co tak radzą zaopiekowało się takim "ODDANYM" dzieckiem? Przepełnione domy małego dziecka, czy domy dziecka, mówią same za siebie.

Nie dawajmy dobrych rad, gdy sami się do nich nie stosujemy!  Niech prawo nie karze skrzywdzonych tylko krzywdzących, niech zapewni kobiecie poczucie bezpieczeństwa, a nie uczucie strachu!

Uczestniczyłam w CZARNYM MARSZU", I NIE JESTEM ZA ABORCJĄ!

 

 

 

 

 


niedziela, 18 września 2016

Przysiadło lato na kamieniu. Zmęczone długą drogą, gwarem kafejek, wiatrem w żaglach, potem górskich szlaków.

- Posuń się lato, pomilczymy razem. Pięknie było, prawda? Cóż, czas cię pogania, czas mnie pogania. jesteśmy w drodze moje lato. Milczysz? Wiem, milczeniem można najpiękniej się pożegnać. Nawet jeśli nie mogę nic ci powiedzieć, wiesz jak jest, moje lato!

Za rok w tym samym miejscu? Będę tu czekała.

Patrzę w niebo. Zachód przybrał już barwy jesieni. Złotem i czerwienią maluje zasłuchane lato i mnie.

Nadchodzi jesienny czas. Mój czas. Jeszcze będzie pięknie.

 

 

 

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Na niebie chmurki się pokazały więc jak nic zapowiadał się ładny zachód. Aparat w dłoń, rower między nogi i melduję się na moje zachodowe miejsce.
Słońce zachodzi, ja pstrykam, aż tu nagle w kadr włazi mi coś i zasłania landszafcik! Co jest?! Odsuwam aparat od twarzy, patrzę a tu..., cholera! Smok! Przez chwilę skóra na zadku mi się zestrachała, ale..., dziewicą nie jestem więc kąsek ze mnie nędzny, emerytką zostałam więc mięsko raczej żylaste, słońce za chwilę zajdzie i dupa ze zdjęć, a za tem, co mi tam, zagadam!
- Możesz mi zejść z widoku? W kadr mi wlazłeś! - powiedziałam uprzejmie.
- A ty nie możesz się przesunąć? Miejsca jest dosyć- odpowiedział smok, nawet przyjemnym głosem.
- Pierwsza tu byłam, więc pierwszeństwo przez zasiedzenie mam!.- nie ustępowałam.
- Aleś uparta, nie wkurzaj mnie bo ogniem przysmażę i za kolację będziesz robiła! - uprzedził całkiem uprzejmie.
- Nie zgadzam się na smażenie, gotowanie, ani nawet na duszenie! Nie po to dożyłam do emerytury, żeby jakieś smoczydło mnie zażarło i zrobiło dobrze Zusowi! - zaprotestowałam.
- A co to top zus? - zainteresował się potwór.
- To takie coś, co każe sobie płacić pieniądze przez całe dorosłe życie, by, jak już się zestarzejesz, wypłacać ci co miesiąc pieniądze które dla ciebie składało - wyjaśniałam.
- To super jest! I co? Już jesteś stara i ci się należy? Dają? - zapytał mocno zainteresowany. Może też chciał do Zusu?
- Dają, tyle że tyle, że nawet na waciki brakuje, i nie pytaj co to waciki i nich ich .... - i tu niecenzuralnie podsumowałam sprawę zus kontra moja emerytura.
- Spoko, wiem co to waciki - uspokoił mnie smok- no ale czemu masz nawet nie na waciki, skoro składki płaciłaś, bo płaciłaś?
- Płaciłam, a miałam wyjście? Spróbowałbyś nie!- wyjaśniłam.
- No to gdzie one są? - dochodził prawdy smokowy fan zachodów słońca.
- A skąd mnie wiedzieć? Może ta dziura budżetowa, co to ją od wieki wieków mamy na stanie pochłonęła moje składki, a może prezesi przerznęli w kasynie w Nonte Carlo, a może po prostu, gówno tych na górze to obchodzi i dali co chcieli? - zastanawiałam się głośno.
- Ja bym ich ogniem potraktował, to szybko by się znalazło co moje! - zawarczał smok groźnie.
- Tia... - rzuciłam w przestrzeń - jak się ma taki dech, to można zionąć, a ja najwyżej mogę im na złość nie schodzić z tego świata, i zmusić by płacili i rewaloryzowali! - dodała mściwie!
- Jak tak, to ja też im dołożę! - zapowiedział równie mściwie smok- nie zeżrę cię, i niech płacą! O!
Połączeni wspólną mściwością, spojrzeliśmy na siebie z sympatią, a potem na niebo. Słońce właśnie robiło ostatnie odliczanie przed zejściem. Złapałam aparat i już miałam zacząć trzaskać migawką gdy mnie olśniło!
- Ty! Smok! A mogę ci strzelić parę fotek na tle zachodziku? - zapytałam przymilnie.
Smok spojrzał na mnie, na słońce i....
- A strzelaj - powiedział i jakby się uśmiechnął - i wiesz co? Jesteś spoko baba, więc coś ci podpowiem! Aż tak wiele zdjęć smoków to wy chyba nie macie, a co za tym idzie, w cenie będą! Sprzedaj fotki po dobrej cenie i będziesz mogła dołożyć sobie to tej twojej emerytury. Będziesz mogła sobie kupić więcej wacików i nie tylko! Trzymaj się! Jak najdłużej dla przyjemności i na pohybel zusowi! Cześć - puścił niewielki ogienek z pyska, załopotał skrzydłami, machnął ogonem i poszybował w stronę zachodzącego słońca.
Już zmierzchało jak ruszyłam w stronę domu, mając nadzieję, że w aparacie niosę smocze dofinansowanie do mojej emerytury!



 

 

 

czwartek, 18 sierpnia 2016

  Dzisiaj moje widzenie zespołu pałacowo-parkowego czyli, pałac i park książęcy Lobkowitzów w Żaganiu widziany przez obiektyw mojego soniaczka. Nie będę tu opisywać historii wyżej wymienionych obiektów, bo jak kogoś to będzie interesować, to sobie po prostu wygoogla i po sprawie. 

Ja, w ramach sprawdzania możliwości moich pięt, wybrałam się na pochodzenie po alejkach i po pstrykanie co mi wpadnie w obiektyw, a nie będzie zbyt trywialne. Jak mi wyszło? A tak jak poniżej, ale już wiem, że przez prawie 3 godziny jestem w stanie przemieszczać się w miarę normalnej kondycji nożnej, a to już coś!

Ważne że mogę, ważne że sprawia mi to radość i ważne że chce mi się chcieć:).

To tyle w ramach wersji słownej, a teraz wersja obrazowa, a raczej zdjęciowa. Ot, takie moje widzenie

parku żagańskiego!









































niedziela, 31 lipca 2016

Jak to bywa po sąsiedzku..., przy płocie i za płotem.

 

 


21:08, dewaluacja
Link Komentarze (3) »
wtorek, 26 lipca 2016

WTOREK 26 LIPIEC 2016 ROK!

Dzień niby jak co dzień, ale nie do końca gdyż, w ten dzień właśnie nabyłam prawa do tego, by ZUS zaczął mnie utrzymywać. Jak, a co za tym idzie, i w jakiej wysokości? Jeszcze nie wiem, gdyż na przysłanie wiadomości w tej sprawie, wyżej wymieniona instytucja ma sporo czasu. Tak czy siak, emerytura od dnia dzisiejszego należy mi się jak koniowi owies (byle nie taki jak w stadninie w Janowie, bo żołądek i bez tego mam delikatny). Zaparłam się i nie popuściłam ZuSowi, chodź różnie bywało. Będzie płacić!

Wnerwił mnie tylko prezes GUS, który wyliczył, (a ZUS mi dostarczył) datę mojego odejścia w zaświaty! Że niby mam żyć jeszcze tylko 209 miesięcy? A czy ja go prosiłam o takie wiadomości? Niech sam sobie tyle żyje, a ja zaprę się zadnimi łapami, i będzie się dziwił (o ile sam dożyje), że tę jego matematykę może sobie wsadzić!

Papier dostałam, papier przeczytałam, poszłam do sklepu i kupiłam długopis! A że było nie było nie taki zwyczajny dziś dzień, to i długopis kupiłam inszy, taki spersonalizowany!

Przyda się do powiadomienia pana prezesa, że odejdę gdy przyjdzie pora, a on te swoje miesiące niech sobie wsadzi!


No to jestem na emeryturze:)))) Dożyłam i teraz już tylko się zaprzeć i nie popuścić ZUSowi. Niech gadzina płaci, a że za ponad 30 lat pracy grosze? To już inna bajka, i tylko szkoda, że to nie bajka.

16:33, dewaluacja
Link Komentarze (8) »
niedziela, 03 lipca 2016

Życie jest zbyt krótkie, by w biegu je przeżyć, gdy tuż obok, jest tak piękny świat, w którym warto się zatrzymać.

 


20:45, dewaluacja
Link Komentarze (6) »
niedziela, 12 czerwca 2016

Rodzinnie, popołudniowo, piaszczysto, czyli...., szybki wypad na Gryżyce. A Gryżyce to: hałada odkrytego piachu, dwa jeziorka, wysepka.., jednym słowem- miejsce rekreacji dla Żagania i okolic. Kiedyś się mawiało że "idziemy na żwirownię", dzisiaj na kąpielisko.

 

Jak zwał, tak zwał, fajnie było. Co prawda dojazd taki, że samochód i żołądki aż piszczały od podskoków, talepania, bujania i hamowania, ale jak się już przebiliśmy przez ten tor przeszkód, to całkiem miłe widoczki zaliczyliśmy

 

Ja zaliczałam widoczki i oczywiście uwieczniałam na karcie aparatu, dzieciaki miały sporą piaskownicę na której nawet zjazdy na każdej możliwej części ciała uskuteczniali, a rodzice im w tym pomagali.

Każdy miał co chciał, a do domu zabrał to, co mu tu i ówdzie zostało. Jedni piach w najróżniejszych miejscach ciała i garderoby, inni oddech, że udało się zagonić dziecięcia do samochodów, a ja jak zwykle, trochę kadrów.

 

Ot, taka dokumentacja, że tam byłam, i się na górę wdrapałam, i że z góry widok taki był, i że wreszcie nie są to po raz setny, kwiatki, bratki i bławatki, ale coś innego. (nawet jeśli jest to tylko hałda piachu!).

 

 

czwartek, 09 czerwca 2016

Wiosna kwieciem stoi, więc i u mnie kwiecia sporo. Było łąkowe, dzisiaj bardziej szlachetne, ogrodowe, skwerkowe, przyblokowe. (kwiatków przynajmniej o pozwolenie nie trzeba prosić, więc jeszcze bardziej stają się atrakcyjne). Fotki nie powalają, ale kwiatki ładne:)



20:32, dewaluacja
Link Komentarze (3) »
niedziela, 05 czerwca 2016

Zakończenie przygotowań do kolejnej wystawy prac naszej sekcji foto. Pooprawialiśmy, popowieszaliśmy, a jak zawsze dokumentację z poczynań czyniłam. I oczywiście pstryknęłam fotki naszym fotkom, ale że otwarcie wystawy za 2 tyg. to potraktowałam portrety portretów trochę z przymrużeniem oka.

Dla włodarzy i naczalstwa nasza sekcja nie jest aż tak ważna, by nam udostępniać naczelne miejsca na nasze prace, więc wisimy w korytarzach (pięknych, wszak pałacowych). Nie są to miejsca BE, bo jednak sporo człowieka lata po nich za tym i za tamtym, więc i w oczy nasze prace się samoistnie rzucają, tyle, że blikująca pleksa trochę utrudnia degustację piękna, i jak widać poniżej, można zobaczyć coś całkiem innego. jednym słowem, do naszych prac, natura dodała własne co nie co, i ..., stojąc na wprost, widać dwie prace nałożone na siebie.... Jedna autora, druga natury, stojąc z boku, widać już tylko pracę autora. Więc jest ok, i to jest wersja oficjalna i jej się będziemy trzymać!

Teraz więc, podaję do wglądu prace wspólne (autor+natura). a po otwarciu wystawy, podeślę te autorskie:)

przygotowanie, drabinowanie, przybijanie, zawieszanie

moja praca

a poniżej prace moich koleżanek i kolegów

Prac jest więcej, ale te są dla zachęty, by tu wrócić:)



20:25, dewaluacja
Link Komentarze (4) »
sobota, 28 maja 2016

Jak widać, kolejna zmiana szablonu. Nie żebym się obraziła na poprzedni. Niemożność wstawienia większych zdjęć popchnęła mnie do zmiany na ten, w którym (choć trochę) zdjęcia będą większe. A większe, znaczy ładniejsze dla oka!

Jakoś ze słowem u mnie nadal dość ciężko, więc niech będzie obraz, czyli moje foto. Często się zdarza, że dopada nas zmęczenie materiału, i wtedy potrzeba dopalacza, lub uciszacza. Różną nazwę owe specyfiki miewają, moje nazywają się "fotografia". Biorę aparat, zostawiam telefon i idę. Bywa że dalej, bywa że bliżej, ale gdy spoglądam przez obiektyw, świat nabiera innego wymiaru, koloru, i rozmiaru. Zielsko pretenduje do miana pięknej zieloności wiosennej, wyłysiały dmuchawiec staje się wyznacznikiem przemijania, a pojedynczy mak, nie pierwszego sortu, robi za szlachciurę, wśród pospolitych chwastów.

Ale nie tylko zielenizna i polne kwiecie za coś tu "robią". Ja, z głową przy ziemi, z zadkiem wypiętym ku obłokom, też stanowię dość "ciekawą" personę. Nie jeden z przechodniów, widząc "coś takiego" na trawniku, tuż przy śmietniku, z politowaniem kiwa głową. Pewnie baba ma "bałagan pod sufitem", i dlatego lata na czworakach, łazi po trawie i po g...ach psiowych, (bo kto by sprzątał po swoim psie?).

I tak jak saper po polu minowym, tak ja po trawniku stąpam, zielsku portrety robię i w gówno staram się nie wdepnąć. A jak kiedy wdepnę (do tej pory nic mi jeszcze nie urwało), to może wreszcie w totka wygram, bo podobno..., wleźć w g..., to szczęście mieć!

Ale póki co, to podeszwy czyste, finanse mikre, ale przyjemność patrzenia z bliska na świat, który mamy pod stopami, i nie zawsze go dostrzegamy, rekompensuje brak szczęścia. A może wcale go nie brak? Może i szczęście jest, tylko trzeba je dostrzec?

Ok. Wystarczy tego mądrowania, lepiej niech przemówi moje "zielsko" :)))))

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



niedziela, 08 maja 2016

Jest taka pora roku i takie kwiaty, które ze sobą idealnie współgrają. Wiosna i tulipany! Gdy zakwitają, wiosna nabiera jeszcze piękniejszych barw, i choć nie żyją długo, to ich kolory, kształty i piękno, zachwyca.

Nie mam takiego ogrodu, gdzie mogłyby zakwitać te wiosenne cudowności, a i ręki do hodowania tego nie mam, ale za to u sąsiadów jest i to jakie!

Co roku, gdy zakwitają, idę z aparatem i spędzam tam sporo czasu, gdyż trudno oderwać się od obiektywu, gdy w około tyle piękna. Natura jak nikt inny potrafi zachwycić aż zatrzymania oddechu!

TU MOŻNA ZOBACZYĆ ARYSTOKRATYCZNĄ TULIPANOWOŚĆ

22:37, dewaluacja
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 maja 2016

Ciąg dalszy biegania z aparatem. Tym razem padł temat portret, więc ruszyłam za modelami. I tu od razu wystąpił problem! Modela brak, a to co by się nadawało nie wykazywało ani chęci, ani zainteresowania!

Trzeba więc było sięgnąć po argumenty. Do wyboru miałam: prośbę, groźbę, szantaż, lizusostwo. W rezultacie, nie miałam wyboru więc wybrałam jak leci! Jedni ulegli prośbom, drudzy groźbą, a innych przekonało..., jak nie po pozujesz to ja ci..... . Najważniejsze że portrety poczyniłam, i muszę przyznać że nie jest to łatwe. Pstryknąć po oczach nie trudno, ale tak pstryknąć żeby w tych oczach coś znaleźć, coś pokazać, to już gorzej. Dużo jeszcze przede mną, ale gdy się robi to co się lubi, to łatwiej i jest nadzieja, że kiedyś zrobię portret, który nie będzie tylko fotką, ale fotografią!

a teraz jak mi poszło? zapraszam na mój fotoblog. :) PORTRETOWO

16:50, dewaluacja
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 kwietnia 2016

Czwartkowe fotograficzne spotkania zawsze kończą się tematem który trzeba zrobić na następne spotkanie. Ot takie zadania domowe! Przez tydzień każdy się biedzi jak wybrnąć z tematu, a tematy zadań nie zawsze są jednoznaczne.

Zrobić kominy, czy kwiatki? Nie ma problemu! Zawsze się znajdzie jakiś wystający komin, i zawsze jakieś kwitnące też się znajdzie. Ale już "karciana zagrywka" jest tematem nie z marszu! Rozłożyć talię, pstryknąć kartę? Nie problem, ale przecież nie na skróty mamy iść! Trzeba wyobraźnią się podeprzeć i ruszyć temat trochę inaczej.Musze przyznać że to "ruszanie" wyszło nam chyba nie najgorzej!

Jedni potraktowali sprawę poważnie, inni z poczuciem humoru. Każdy zrobił co chciał, i chyba nie wyszło to najgorzej! 

A oto próbka karcianego tematu


Jeśli się spodobało, to resztę możecie zobaczyć na naszym "balansowiczowskim" blogu

ZAPRASZAM TU :)

A z mojego podwórka? Żyję, kuśtykam z aparatem jak tylko się uda, i to jest lekarstwo moje na wszystko zło:)

poniedziałek, 04 kwietnia 2016
Do Buczyny i Skansenu Łużyckiego wróciłam po kilku latach. Poprzednią wizytę wspominam miło. Były niezłe zdjęcia, fotografowanie wnętrz chałup i obejść.
Dzisiaj niestety nie jest tam już tak ładnie. Skansen wyraźnie potrzebuje opieki i odnowy. Może funduszy brak, może siły, a może zapał już nie ten? Gospodarz miły oprowadził nas, zaprosił do karczmy w której przygotowano stoły dla gości, ale mnie bardziej interesowały te wnętrza "niezagospodarowane" pod użytkowanie turystów (spanie, jedzenie, tańcowanie), te które przypominają dawne czasy, ludzi mieszkających w tych chatach, sprzęty jakie im towarzyszyły itd., itp.
Niestety, wnętrza chat proszą się o sprzątanie (właściciel nie może znaleźć chętnych), uporządkowanie zgodnie z dawnym wystrojem, i umeblowanie zgodne z epoką.
Najbardziej zazgrzytało mi gdy wzrok mój padł na dachy chałup, a tam...,  okna dachowe rodem z "Mrówki"!
Poprzednim razem dachy nie "świeciły" oknami. Cóż, widać i do skansenu nowoczesność dachowa dotarła. Szkoda!
Ale i tak z przyjemnością wróciłam tam po latach:)



Nie wiem czy lale Łużyczanki czy nie, ale leżały bidne w niewygodnych pozycjach, więc je podniosłam, posadziłam i pstryknęłam. A że Mężczyzna się załapał? Hmmm..., zapatrzył się na coś i mam wrażenie że wiem na co.

Stała w kącie i rechotała, wiedźma jedna. Z czego? Z nas, czy przeszklonych dachów? Mam nadzieję że z tego drugiego!


A jak wyglądają "upiększone" dachy ( i nie tylko, bo i ładne rzeczy też tam są) można obejrzeć TU!

niedziela, 03 kwietnia 2016
BABINA czyli..., woda w kolorach tęczy!
W sobotę zaniosło nas (czytaj mnie i Mężczyznę mojego) nad zalane, odkrywkowe wyrobiska kopalni "Babina", znajdujące się niedaleko Łęknicy. Są tam trzy zbiorniki  wodne. My zainstalowaliśmy się przy zbiorniku C, zwanym ze względu na swój kształt "Afryką". 
Dojazd wygodny, bo prawię pod samą wieżę widokową można dojechać samochodem, co w wypadku mojej dolegliwości nożnej było dosyć istotne.
Słońce, błękitne niebo, woda w kolorach tęczy, wieża z której można podziwiać wszystko co jest na dole, aparat w dłoniach..., czyż do szczęścia potrzeba więcej?
Było na co patrzeć i co fotografować, a już niespotykana kolorystyka wody powaliła mnie na kolana, i stąd te kadry z poziomu krasnoludka. Nie obeszliśmy trzech wyrobisk ze względu na trudności dreptacza, i gdybym tylko miała tam rower, to by mnie poniosło że hej, tym bardziej, że wygodna ścieżka rowerowa okrąża wszystkie trzy zbiorniki.
Ale i tak jestem szczęśliwa że mogłam to zobaczyć, i zabrać ze sobą nie tylko wspomnieniem, ale także namacalnymi kadrami, którymi z Wami się dzielę, mając nadzieję, że i Was ten kawałek naszych stron zachwyci.
Jakby co, to zapraszamy:)
18:34, dewaluacja
Link Komentarze (2) »
środa, 30 marca 2016

Święta, święta i już po! Tym razem jedzenia nie zostało (postawiłam na rozsądek), dzięki czemu obżarstwa nie było, za to dzięki pięknej pogodzie, były spacery, tyle że rowerowe! Niestety, ostrogi pomimo zabiegów nadal mają się dobrze (w odróżnieniu do mnie), przez co dreptanie jest mocno bolesna, ale na rowerze za to mogę śmigać, co też poczyniłam!

Piękna pogoda, więc aparat w dłoń, rower między nogi, i wreszcie poczułam się jak psiak spuszczony ze smyczy! Wielkanoc była, więc liczyłam na zająca jakiego, ale niestety, zająca brak, za to żaby mi się przytrafiły i to prawie w ilości hurtowej!

Oprócz żabostwa było również trochę wiosny przy drodze, błękitu na niebie, i zielenizny tu i ówdzie. Wszystko zapakowałam w aparat, i dowiozłam na blog.

Jakby kto miał ochotę podreptać ze mną, to zapraszam...., TU MNIE ZNAJDZIECIE! :)

A tej jednej żaby tom sama się przestraszyła..., jakby takie coś urosło, to ...., może raczej niech nie rośnie!!!

18:38, dewaluacja
Link Komentarze (4) »
piątek, 25 marca 2016

Święta przytupują na progu, gotowe wejść, ale jeszcze chwilę muszą poczekać, bo nie wszystko gotowe. Zapachy rozchodzą się po chałupie, mięsa zapeklowane czekają na swoją kolej w piekarniku, a menu na śniadanie już gotowe.

Rodzinnie zasiądziemy do stołu, a Młoda, jak stara gospodyni, dyryguje! Fajnie móc oddać pierwszeństwo w przygotowaniach i wykonaniu. Teraz ich kolej, a ja na luzie oczywiście dopomagam ciałem i duszą! 

Na zajęciach w sekcji był temat "jaja", więc tą moją "świąteczną kartkę" sama wykonałam! Pisanki są może inne, nie tak piękne, ale za to jakie roześmiane?

Niech te święta, i to świąteczne śniadanie będzie dla Was wszystkich takie uśmiechnięte, radosne, jak to moje na trawie! Niech jajeczka smakują, niech słoneczko na świątecznym spacerze przygrzewa, niech barwinek się zieleni, a na stole nie zabraknie smakowitości, które niech na zdrowie idą!

WESOŁYCH, RODZINNYCH, SPOKOJNYCH I PEŁNYCH MIŁOŚCI ŚWIAT!!!

 

życzę Wam i nam...., MIEJMY PIĘKNE ŚWIĘTA:)))))

a jakby się ktoś nudził, to zapraszam na blog "sekcji  balans"'

tam jaj będzie pełno, i to nie tylko tych pisankowych:))))

21:37, dewaluacja
Link Komentarze (4) »
sobota, 27 lutego 2016

Sporo czasu minęło od ostatniego mojego pisania, i dlatego bez żadnych skrupułów donoszę na siebie!

Żyję nadal i mam zamiar w takim stanie pozostać jeszcze przez czas jakiś! Co prawda trochę kulawe to moje życie, bo ostrogi w piętach mocno mi je utrudniają i do kuśtykania zmuszają, ale się przemieszczam choć z niejakim dyskomfortem! Staram się jakoś te ostrogi unieszkodliwić, ale na dzień dzisiejszy nic nie przyniosło rezultatów. Ani fizykoterapia, ani domowe sposoby. Cóż, zobaczymy!

Moja kochana fotografia jest nadal ze mną, i choć ułomność ostrogowa trochę ogranicza moje wycieczki w ugory (i nie tylko), to na sekcji fotograficznej staram się być. Jest to o tyle łatwiejsze, że dojeżdżam tam samochodem, więc mam gdzieś ostrogi!

Towarzystwo fotograficzne jest naprawdę fajne, i choć pesele mamy różne, to rozumiemy się doskonale! Nie ma to jak solidarność migawkowa:))).

Założyłam blog "sekcja balans", który jest jakby relacją z naszych spotkań, z naszych zajęć i prezentacją naszych fotograficznych poczynań. Jest także dokumentacją działalności sekcji fotograficznej, która jest pod opieką Centrum Kultury w Żaganiu. Naczalstwo może na bieżąco śledzić nasze zajęcia i widzieć na co wydaje pieniądze!

Ja, jako że w blogowaniu zaprawiona jestem od lat, podjęłam się tego zadania, bo skoro mogę pomóc, to dlaczego nie?

Jeśli chcielibyście zobaczyć jak to wygląda, zapraszam Was na sekcjabalans.blox.pl/html.

To nie prawda że o Was zapomniałam. Blog był zawsze dla mnie miejscem emocjonalnym, i tak go prowadziłam. Pisałam emocjami, płomieniem, czy też lodem, tym, co w danej chwili grało mi w duszy. I przyszła chwila, gdy coś się we mnie zamknęło. Słowa już nie miały tej lekkości co dawniej, już nie wypływały z pod klawiszy tak łatwo jak dawniej. Może się zmęczyłam, może straciłam umiejętność ubierania w słowa uczuć, a może po prostu przestałam tak czuć?

Utrata Przyjaciółki "Jazzowej" zamknęła jakiś rozdział w moim życiu, i wraz z Nią odeszło wiele słów i uczuć. Tu na blox-sie poznałyśmy się, tu pożegnałyśmy. Znajomość blogowa która przerodziła się z latami w realną przyjaźń. Śmierć kogoś bliskiego odbija na nas piętno które pozostaje na zawsze. Coś ze sobą zabiera nieodwracalnie, i choć ból nie jest już tak ostry, choć akceptacja przyswojona, to coś się skończyło.

Nie tylko coś się kończy, ale i zaczyna. Poznałam tu nowych ludzi, którzy okazali się wspaniałymi towarzyszami blogowymi, a niektórzy stali się również głosami w telefonie który co jakiś czas mówi, "cześć, jak się masz?, co tam u ciebie...., ", a we mnie wtedy mięknie serducho i odpowiadam..., "cześć, ..., ", i przeważnie zagaduję ich prawie na śmierć, bo chyba gaduła jestem! :)

Więc.., przepraszam, że tak mało mnie tu, ale zaglądam do Was, i choć rzadko coś wklepię, to cieszę się Waszą radością, a smucę smutkiem. (oby tego ostatniego było jak najmniej!).

Nie obiecuję pisania codziennego, może zamiast słów będzie obraz? Wszak to blog..., "pisane słowem i obrazem" :)

a tu być może powstaną słowa pisane obrazem

http://sekcjabalans.blox.pl/html

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24