czyli..., zapisać słowem i obrazem
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
,
.
DO PRZYJACIÓŁKI... .
Odeszły zbyt wcześnie..., pozostaną w sercu...
Oni ku mnie, ja ku Nim...
Pisali, dziś zamknęli, dziś milczą,
PROZA WŁASNA
TREŚCI ZAWARTE W TYM BLOGU SĄ MOJEGO AUTORSTWA, ZGODNIE Z PRAWEM AUTORSKIM, KOPIOWANIE I POWIELANIE TYLKO ZA ZGODĄ AUTORA
WIERSZE DO WYNAJĘCIA
Żagań w obiektywie

Darmowe fotoblogi
środa, 20 września 2017

MAM DOŚĆ MOKRYCH NÓG! Trzeba kupić KALOSZE!

Tak od kilku lat sobie obiecuję, gdy, latając w porannej rosie wracam do domu z przemoczonymi nogami, ze skarpetami, że tylko je wykręcać, stopami jak lody!

Ostatni wypad po pajęczyny w kropelkach, doprowadził to zamoczenia dolnych odnóży i do wizyty w sklepach, celem zakupienia obuwia gumowego!

Nie będę się rozwodzić nad trudnościami w zdobyciu wyżej wymienionego produktu, powiem tylko, że wreszcie znalazłam, ale musiałam wziąć nie to co mi się podoba, tylko to co wlazło na nogę i nie ważne jakiego kolorku i wyglądu.

A wyglądało to to jak..., jak dla mnie to nie wyglądało! Ale przecież to tylko gumowce na pola i łąki, więc co tam!

Przywiozłam do domu, postawiłam, patrzyłam i bolało! A nie mogłyby być ładne, kolorowe, wesołe? Może i mogły, ale nie były!

No to sama sobie je upiększę! Po swojemu i jak se zrobię takie będą! Może nie cudo, ale moje, SPERSONALIZOWANE i jedyne w swoim rodzaju!

Zakupiłam mazaka co to miał się na gumie trzymać na amen! Nie trzymał, a nawet nie chciał wyschnąć, choć pisało że do gumy też, ale jak chciałam zetrzeć, to się cholerstwo rozmazało, ale nie zlazło!

Wygląda na to, że rysunek się nie trzymał, ale plama co po nim została, to nie dość że się trzymała, to jeszcze nie brudziła!

Posiedziałam, podumałam i doszłam do dwóch wniosków! Albo kupię nowe gumiaki (19 zł nie zrujnuje mi budżetu), albo na bazie plamy coś wymodzę. Tylko czym? Zakupiłam inne mazaki. Tym razem nie nitro i zaczęłam RADOSNĄ TWÓRCZOŚĆ!

Z tematyką „upiększaczy” nie miałam problemu. Wiadomo! Skoro kalosze mają mnie nosić w czasie fotografowania, to aparat będzie jak najbardziej na miejscu! Takie FOTOGRAFICZNE GUMIAKI!

I tu znowu pominę moje „męki twórcze”, bo za cholerę nie chciało to iść jak bym chciała, ale szło własnymi drogami, a raczej, własnymi maziami!

Gdzieś tak po kilku godzinach mojego monologu (do gumowców) w sprawie, co im zrobię, jak dalej będą takie oporne, po nie całkiem cenzuralnych okrzykach i złorzeczeniach, postanowiłam że dość!

Przecież do diabła, kto mnie będzie oglądał w tej „radosnej twórczości”? Chyba że zając, żaba lub najwyżej kot sąsiadów, który się też włóczy po ugorach, ale chyba nie, bo ostatnio całkiem piękny portrecik mu pstryknęłam. Zresztą, czy zwierzakom nie wszystko jedno co mam na nogach?

Patrzę teraz na me dzieło, które za ukończone uważałam i dostrzegam w nim jeszcze duży potencjał! Jaki? A choćby wewnętrzną stronę obuwia! Jeszcze tyle można by tam umieścić! Może jakiś statyw, obiektyw, albo choćby mały aparacik kieszonkowy? No co!? Że wystarczy? Że za dużo będzie? A kto artyście zabroni weną swą w kalosze iść? Nie tylko „każdy śpiewać może”, ale też każdy mazać może, i to jest wersja ostateczna i jej się będę trzymać!

W razie cóś, to kupię nowe gumiaki! A kto bogatemu zabroni? O!

 

 



niedziela, 10 września 2017

Pogoda trochę chlapiąca, więc odpada latanie z aparatem po ugorach, (bo to i nogi zmoczy i nogawki ) a czas trzeba zagospodarować. Ślubny śpi po nocce, cisza dzienna, więc trzeba się zająć czymś mało hałaśliwym.

Literaki! Nie trzaskają, nie kłapią dziobem, a moje pomstowanie poczyniam cichym szeptem po .., śniadaniu. Pomstuję, bo durnoctwa wypisują, a jak się pytam co to znaczy to coś, to odpowiedź „nie wiem, ale w słowniku jest”, rozgrzewa mnie do białości! Obiecuję sobie więcej nie grać, a potem znowu odpalam kompa i..., i do białości!

Może kiedyś zmądrzeję?

W każdym razie, skończyłam grać, (a raczej się wściekać), podszykowałam obiad i nadal mi czasu zostało. Wzięłam więc aparat i na podwórko. Prawie nie padało.

Mówią, że każda pogoda ma w sobie coś do zaoferowania (mówimy o zdjęciach) i prawdę mówią. Po deszczu, kolory nabierają ostrości i soczystości, kadry staje się wyraźniejszy. Coś jakby odwrotność mgły, gdzie wszystko mięknie, staje się pastelowe, delikatne.

Wzięłam więc tym razem „soniaczka” i od kwiatka do kwiatka, od kropelki do kropelek, szłam i pstrykałam. Może coś się trafi?

Za płotem zatrzymał się samochód i wysiadł z syn, z połową swoją, która to w ręku dzierżyła koszyk. Na grzybach byli!

Podniosłam aparat do oka (w celu uwiecznienia powrotu i nie zaginięcia ich w kniejach), a tu mi zoom bzyka i nie wyostrza! Co jest! Oni coraz bliżej, a on nieostrzy jak cholera! Wyłączam automat, przerzucam na manuał. To samo! CHOLERA!!! APARAT MI SIADŁ!! Jak nic, wilgotność mu zaszkodziła!!!

Syn pochwalił się zbiorem i zażądał uwiecznienia owego. Nic z tego! Aparat mi siadł – powiedziałam prawie z płaczem!

Wróciłam do mieszkania. Próbuję, to samo. Nie ostrzy! Młoda, która zaszła po coś tam, czego jej brakło, spojrzała i zapytała.

- A tobie co?

- Aparat mi siadł, nie ostrzy – odpowiedziałam i wskazałam na sprzęt nieostrzący – chciałam zrobić fotkę wracających z grzybobrania, a tu D!

Młoda wzięła urządzenie w ręce, odpaliła i..., nie ostrzy!

- Szkoda – powiedziała odkładając aparat, ale tuż nad blatem ławy się zatrzymała. Przypatrzyła się bliżej obiektywowi i zapytała

-A co ty masz nakręcone na niego?

Spojrzałam. +3 m49. O cholera!!!! Zapomniałam o soczewce makro! Teraz rozumiem skąd te powiększenie i niemożność nastawienia ostrości! Z bliska tak, ale z daleka, nie! Najpierw ulga, a potem.....

- Wygląda na to, że to nie aparat szwankował, ale ty – stwierdziła Młoda i wyszła z tym po co przyszła.

Już miałam jej odpowiedzieć względem szwankowania, ale pomyślałam, że ma trochę racji. Żeby na starość za blondynkę robić? Wstyd! I się wstydzę, ale tylko trochę, bo za resztę, to się cieszę, że to ja, a nie on, czyli aparat mój:) Moje naprawianie będzie tańsze. Lecytynę dostanę i za 12zł, a naprawa soniaka to, strach się bać!

Następnym razem nabrać się nie dam!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




niedziela, 03 września 2017

Tak naprawdę, to nie jestem za różami. Ładne to jest, ale upierdliwe mocno (tak mówi ślubny, który umie chodzić koło kwiatków). Kapryśne to to, mszyce obłażą to niczym stonka ruską kukurydzę (tą za Chruszczowa), a na dodatek glebo-wymagające.

Ja nie wiem, bo u mnie, różyczki jakieś takie małe, pną się po siatce i ja nie mam z nimi nic wspólnego. Chyba tylko to, że okiem zerkną. Ślubny dogląda i to mi wystarczy.

Jednak, gdy nie bardzo jest na czym obiektyw zatrzymać (chyba wszystko już uwieczniłam, a czego nie, to albo tego nie było, albo uciekło, ewentualnie się schowało), to róże za płotami sąsiadów muszą wystarczyć. Niemniej jednak, róża to tylko kwiatek, i choć mówią, że to królowe kwiatostanu, to mnie jakoś ich wysokoście na kolana nie powalają, więc podparłam się światłem, cieniem i ogrodzeniem, co by w kadrze coś się działo, a jaśnie wielmożne królowe nie nudziły oka.

Właściciele nie mieli nic przeciw, królowe nie pytałam:)

 

 

 

 

 



środa, 30 sierpnia 2017

- Przemyśl to - usłyszałam w telefonie. W telefonie, który odezwał się głosem blogowej BM. Następnie, usłyszałam i to i owo ( w bardzo kulturalny sposób, acz konkretnie), a gdy zrozumiałam, że mój post również zaniepokoił, zrobiło mi się niefajnie. Powinnam na początku zaznaczyć, że ze mną wszystko ok, (na zdrowiu i umyśle) a decyzja zamknięcia bloga powodowana była...., hmmm..., chyba tym, że skoro tak niewiele piszę, to czas zamknąć ten kawałek mojego skrawka bytu. 

Komentarze pod postem wzruszyły mnie i ciepło tak jakoś na serduchu mi się zrobiło.

- Przemyśl to, a jak przemyślisz, to odszczekaj! - usłyszałam i obiecałam że przemyślę. Co do szczekania, to cóż... .

Nie wiem na jaką obecność tu mnie stać i nie wiem czy będzie co wklepać. Moje życie zrobiło się takie bardziej powtarzalne, żeby nie powiedzieć, że prawie jak dzień świstaka jest co dzień (o sreberkach nie wspominamy!), ale odszczekiwać nie będę, gdyż szczekam nędznie, a to powinno być pierwszego sortu! Zatem, do odszczekiwania zobowiązałam Miśkę, czyli zwierzę Młodej, wyprowadzane przez mnie.

Zgodziła się więc... .

a oto dowód na odszczekiwanie

a to dowód, że zwierzę z dobrego serca (nie z przymusu) odszczekiwało!

Tak więc, uważam odszczekanie za uskutecznione! Cóż jeszcze? Czy się coś ciekawego wydarzyło?

Po 1

- Pojechałam rano w ugory popstrykać. Ślubny po nocce śpi, wiec wolnam. Popedałowałam nie daleko, cudów nie zrobiłam, jedynie co ciekawe, to chyba mój widok na ścieżce pod lasem, gdym pół naga (majtasy i stanik zostawiłam) ewolucje gimnastyczne uskuteczniałam, gdyż poczułam że coś mnie po karku łaskocze, a że już dość w tym roku podkarmiłam kleszczy, więc się otrzepać musiałam. A jak już trzepałam górę, to i dołożyłam dół. Tak na wszelki wypadek. Ścieżka była pusta, więc widzów nie było. Może szkoda?

Kleszcza do domu nie sprowadziłam!

Po 2

- Po obiedzie Ślubny na motor sobie pojechał, to ja znowu na rower po pstrykać. Tym razem zaopatrzyłam się w statyw, parę obiektywów,  butelkę z wodą i (o aparatach nie wspomnę) i ruszyłam. Tym razem dalej. Przejechałam 2/3 drogi (po ugorach mknęłam), gdy poczułam, że coś za ciężko mi idzie, a raczej jedzie. Nie pierwszy to raz, więc rozpoznałam! FLAK!

Nie wiem co to jest, ale średnio kilka razy do roku, łapię flaka w tylnym kole i nie ma tragedii, gdy koło domu, ale przeważnie flaki się łapią daleko. Powrotna droga jest zawsze w pełnym słońcu, w upale i przy akompaniamencie "dobrych życzeń" jakie dętce posyłam. I tym razem nie było inaczej. Doszłam wkurzona, spocona, okurzona, z nogami udeptanymi po samą d...ę! Fotki zrobiono 3, wszystkie też do d...Y. !

Reasumując. Kleszcza nie przyniosłam, z porannych fotek z trzy się nadadzą nawet do pokazania, nogi odpoczęły, a wnerw się uspokoił.  Co do roweru, to dętka nie jest znowu taka droga, chyba, że spełnię obietnicę daną urządzeniu jezdnemu po ostatnim flaku i oddam go na złom!

Muszę to jeszcze przemyśleć!

 

A to na dowód, że jak poniżej odchodziłam, to powyżej wracam:)

Dziękuję Wam


piątek, 25 sierpnia 2017

7 listopada 2008 roku, zaczęła się żywotność "dewaluacji" (czyli mnie), na tymże blogu). Minęło więc 9 lat mojej tu wędrówki i wygląda na to, że właśnie doszłam do końca blogowego tuptania.

Blog ten był przez te lata czymś ważnym. Dzięki niemu poznałam dobrych ludzi, zawarłam przyjaźnie, i żegnałam odchodzących.  Dzieliłam się w nim swoimi przemyśleniami, (za wymądrzanie przepraszam;) ), pozwalał mi on na wygadanie się, na podzielenie radością i smutkiem. Pozwalał na "odwiedziny" u tych, u których można było przycupnąć na chwil parę, na przeczytanie tego, czym chcieli się podzielić.

Dziękuję wszystkim tym, którzy tu zaglądali i poświęcali mi chwilę ze swojego cennego czasu. Dziękuję za dobre słowa, za uśmiech, za słowa otuchy gdy jej potrzebowałam i za to, że byliście.

Ten blog był kawałkiem mojego życia, w którym zechcieliście uczestniczyć i za to WAM BARDZO DZIĘKUJE I NIGDY O WAS NIE ZAPOMNĘ! 

WSZYSTKIEGO WAM DOBREGO I NIECH WAS PROWADZĄ DOBRE ANIOŁY!!

dewaluacja



22:06, dewaluacja
Link Komentarze (4) »
czwartek, 20 lipca 2017

Dmuchawce malowane zachodem słońca. 

 

 

 


22:31, dewaluacja
Link Komentarze (3) »
sobota, 15 kwietnia 2017

Wszystkim tu zaglądającym, (i tym którzy tu nie dotrą) życzę Świąt spokojnych, z uśmiechem, z dobrym słowem, z tymi z którymi chcemy być i którzy chcą być z nami.

Niech to będzie czas taki, jakiego oczekujemy i niech każdy znajdzie obok siebie Kogoś, będzie mógł powiedzieć...,

WESOŁYCH ŚWIĄT I WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! 

19:48, dewaluacja
Link Komentarze (4) »
wtorek, 11 kwietnia 2017

Napisałam ładny post, zaczęłam wstawiać zdjątka a tu sru i poszło w kosmos! Zemsta za zaniedbanie?

Jak tak, to...., wstawię i tak zdiątka i to wiosną pachnące, bo dość zimy! Jeszcze wróci, a tego to chyba nikt nie chce. Czasy teraz takie, że wszystkiego można się spodziewać, więc na wszelki wypadek..., WIOSNA WOGRODZE KOLEŻANKI MARYSI, do której to wybraliśmy się wraz z Cyprianem, moim najmłodszym wnuczydłem.

Kwiaty wizytę przeżyły, my także, więc ... . Więc trochę wiosny dla Was, ktokolwiek tu jeszcze zaglądnie:)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


21:13, dewaluacja
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 16 stycznia 2017

W kolejny rok wchodzimy. Za spokojnie się nie zaczął i wygląda, że nadal taki będzie. Ci na górze się indyczą. Wykrzykują, a niekiedy wyśpiewują swoje, jedynie słuszne racje, a tu na dole, niedobrze się robi od tych ichnich racji. I jednych i drugich! I niestety, jedno mi się nasuwa..., w d...e mają nas, Polskę, honor itp. rzeczy! Mają za to własne ambicje, i..., my wam pokażemy!!! a my się nie damy!!! my ważniejsi!, my mądrzejsi i..., i najlepiej wyłączyć media i jak to powiedział nasz wspaniały poeta, satyryk i pieśniarz Wojciech Młynarski..., "róbmy swoje" :)

Tak i robię! Postanowiłam sprawiać sobie przyjemność ile, i kiedy się da, i tego się trzymam!

Np. dzisiejszy dzień!

Dał piękne światło, piękne niebo, śniegiem przykrył wszelaką brzydotę, i pozostało tylko piękno!

A dzisiejszy wieczór?

Zachodzące słońce zapaliło horyzont, zabarwiło złotem niebo, podświetliło ciemne chmury. Piękny koniec dnia, który porankiem przyniósł świat w pastelowych barwach, wieczór złotem przybrał, a mnie dał przyjemność i radość z możliwości dostrzeżenia tego piękna, zatrzymania go w kadrze.

I nic i nikt, mi tego nie zabierze, ani nie obrzydzi. Ja mam co mam, i "choć mówili, że to nie wiele, to nie wiedzieli, że MAM AŻ TYLE".

Tego i Wam Kochani życzę w tym nowym roku:)

 

 

 

 

 

 

 

 



21:17, dewaluacja
Link Komentarze (3) »
niedziela, 18 grudnia 2016

Idą święta i widać to i czuć!

Czuć zapachem pomarańczy, pierników, a widać, w wystawach sklepowych, gdzie i bałwany i Mikołaje, w rozświetlonych ulicach, w mrugających światłem drzewach, w choinkach lśniących niczym stos drogich kamieni.

Kiedy wieczór zapada, kiedy noc ciemnością łaskawie przykryje brzydotę, a światła pokolorują każdą szkaradę, miasta, miasteczka, wsie, wszystko to pięknieje i wygląda jak może nie milion dolarów, ale jak setki tysięcy euro, to na pewno!

Moje miasto, Żagań, też wypiękniało, zwłaszcza gdy zapada zmrok.

Ubrane świątecznie,  lśni, mieni się, a Wieża Widokowa, przyodziana w czapkę Mikołaja (choć niektórzy złośliwi mówią, że w czapkę burmistrza), przyciąga wzrok.

Pojechałam, zrobiłam zdjęcia, i choć zmarzłam, to warto było, bo to był całkiem miły grudniowy spacer. Jeśli ktoś ma ochotę na Świąteczny Żagań, to zapraszam...

http://fotomoje.blox.pl/html

 


czwartek, 24 listopada 2016

Cały rok czekam właśnie na te dni jesienne, kiedy mgła rozmywa ostre krawędzie, gdy woda przykryta welonem mgły czeka na jesienne słońce, gdy brzegi rzeki przeglądają się w jej lustrze, zabarwiając wodę jesiennymi kolorami.

W takich chwilach czuję, że warto żyć choćby po to, bo to zobaczyć, zachwycić się, zapamiętać, i zabrać ze sobą w kilku kadrach.

 

 

 

Jeśli ktoś miałby ochotę na więcej jesiennych impresji (i kaczek w kolorze jesieni) to zapraszam na

blog fotograficzny http://fotomoje.blox.pl/html

sobota, 12 listopada 2016

Noc. Zamknięta w samotności, z ramionami pustymi, z ustami spragnionymi.

Nie usiadła na ławce oczekującej dotyku, nie spojrzała w lustro wody by zobaczyć blask w oczach, nie przywarła twarzą do szorstkiego pnia dębu.

I spojrzał Księżyc w oczy Nocy i zobaczył smutek zalewający spojrzenie. Odwróciła Noc twarz od Księżyca, zakryła dłońmi nieme usta. Jeszcze raz spojrzała na puste miejsce oczekiwania, jeszcze nadzieja trąciła zmęczone serce, lecz żaden dźwięk nie spłoszył ciszy. Echo kroków spało przykryte kołdrą jesiennych liści.

Przelał się smutek kroplami słonymi, spadając wprost w ciemne ramiona drzew. I zobaczył Księżyc drogocenne łzy i sypnął w nie księżycowym blaskiem.

Po uśpionej trawie, potoczyła się diamentowa magia. Spojrzała Noc w oczy Księżyca i zrozumiała ich mowę.

Przez uśpioną alejkę, po uśpionych liściach, samotna samotność odchodziła w stronę niebytu.

 




czwartek, 10 listopada 2016

Testowanie sprzętu owocuje oczywiście nadmierną jego eksploatacją, ale czy da się inaczej? Nie, i dlatego fotografie mnożą mi się jak przysłowiowe króliczki.

Owe "króliczki" wsadziłam na blog FOTOGRAFICZNY, i jeśli ktoś mam ochotę to zapraszam. Jest tam trochę mojego Tomaszowa, Żagania, i okolicznych włości. Ot, takie zadupie prawie na końcu świata, a jak nie świata, to przynajmniej na końcu czegoś tam. Jednym słowem..., coś co oglądam na co dzień.

Zapraszam więc na moje podłogi:)))) (link poniżej)

MÓJ KAWAŁEK PODŁOGI

sobota, 05 listopada 2016

KOCHANI!!!!

Dzisiaj zapraszam na blog sekcji fotograficznej "balans". Tam historia tragiczna się rozgrywa, tam przeszłość straszy, tam miłość zakazana, zdrada ukarana.

Na wszystko jest dokumentacja w postaci zdjęć i opisu zdarzenia. Tak się właśnie kończy, gdy ta trzecia nie chce do trójkąta!!!
a jak się kończy? ano właśnie tak jak tam...

http://sekcjabalans.blox.pl/html

15:09, dewaluacja
Link Komentarze (1) »
niedziela, 30 października 2016

Przysiadł Anioł na kamieniu.

Skrzydła białe złożył w odpoczynku, dłoń na dłoni oparł i zadumał się.

Jesień rozpostarła nad zmęczonym wędrowcem pożółkłe liście, zatrzymując zimne krople deszczu.

Czerwony płomień znicza, płonący pamięcią, drży na jesiennym wietrze.

Przygarbiona kobieta zgrabiałą dłonią zgarnia z mogiły opadające liście, chłopiec z trudem dźwiga zbyt pełne wiadro wody, mężczyzna po raz kolejny zapala gasnący na wietrze płomień.

Z wysokości kamiennego postumentu, ludzkiej krzątaninie przygląda się Anioł.

Ci co pozostali, tym co odeszli.

 



wtorek, 11 października 2016

Udokumentowałam tu już prawie wszystko, i to w każdej z pór roku, ale to nie dziwota, gdy się ma aparat i lubi się go używać, a pomieszkuje się tu już ponad 20 lat, to może braknąć nawet drzew w lesie, które nie były sfotografowane, (o dróżkach, domkach i kwiatkach nie wspomnę!).

Dzisiaj wymyśliłam, że skoro pada, to w przerwie pomiędzy deszczami pstryknę parę kadrów. Taka zamoczona jesień też może być inspirująca.

Taki był zamysł, a wykonanie?

To co było mokre, wysuszone wiatrem przestało być mokre, a drugi rzut deszczu jak na złość nie nadchodził. G... . . wyszło z mojej mokrej jesieni, ale za to znalazłam coś co mnie zaskoczyło dokumentnie!

KWITNĄCE POLE RZEPAKU W PAŹDZIERNIKU! Chloerka? a może to już koniec kwietnia, a ja jesień i zimę przespałam? Ale skąd w taki razie te liście pożółkłe? Susza była, czy jak?)

Teraz, gdy spoglądam w okno dochodzę do wniosku, że to jednak nie kwiecień i nie wiosna, ale jesień! Jesień zmoczona, szara, idzie przez las Tomaszowski w jednym zdartym bucie, (bo drugi napotkałam na jednej ze ścieżek leśnych), i po raz kolejny każe mi wierzyć, że ja tak jak i ona, jestem Jesienna idąca przez ... las.

Jeśli chcecie, chodzicie ze mną w moją i jej jesienność. Obie jesteśmy

T U T A J !

 


poniedziałek, 03 października 2016

Na moim blogu trudno szukać polityki. Nie dla tego że mnie nie obchodzi, ale dla tego, że w tym temacie nie trudno o złe emocje, zacietrzewienia i tym podobne uczucia. A mnie się nie chce sprzeczać, udowadniać czy uzasadniać.

Wystarczy, że ci na górze, i ci "dobrzy", i ci "źli", przy użyciu każdej "świętości" i każdej " wredności", robią z naszej Polski plac zabaw, na którym nie wahają się użyć i pisaku i łopatki, sypiąc nam po oczach wmawiając, że to dla naszego dobra!

I dlatego, zabrałam swoje zabawki i poszłam precz.

Ale dzisiaj jednak zdanie napiszę, bo choć mnie to już nie dotyczy, (dzięki Bogu za stara jestem), to dotyczy mojej córki, jej dzieci, i dzieci ich dzieci!

W moim Żaganiu, małym miasteczku, a nawet można powiedzieć na zadupiu, był "czarny marsz". Nikt go nie planował, nie organizował. Na facebooku żagańskie kobiety się skrzyknęły i przyszły, by wyrazić swój strach.

Może to nie były tłumy, ale po raz pierwszy, spontanicznie, bez nakazów, bez prowodyrów, normalne baby wyszły na ulicę. Bez wstydu, bez krępacji. I może nie usłyszy nas Warszawka, może będzie miała nas w dupie, ale takich zadupiów są w Polsce setki, a gdy i one się skrzykną, to może Warszawka w tym krzyku, nie usłyszeć JEDYNIE SŁUSZNYCH WYTYCZNYCH (wiadomo od kogo)!

NIE JESTEM ZA ABORCJĄ!!!

Uważam że to coś okropnego, że to tragedia, że ból, rana na całe życie! I nie wolno jej robić, chyba że..., chyba że inaczej nie można! Bo nie można zmusić dziecko 12-to letnie, zgwałcone, by rodziło, gdy ono nawet nie rozumie co się z nim dzieje! Nie można ryzykować życiem matki, gdy w domu czeka na jej powrót np. dwójka małych dzieci! Dlaczego? Nie będę tu motywować, bo każdy to wie.

Ktoś powie...,  niech urodzi i odda. A ilu, tych co tak radzą zaopiekowało się takim "ODDANYM" dzieckiem? Przepełnione domy małego dziecka, czy domy dziecka, mówią same za siebie.

Nie dawajmy dobrych rad, gdy sami się do nich nie stosujemy!  Niech prawo nie karze skrzywdzonych tylko krzywdzących, niech zapewni kobiecie poczucie bezpieczeństwa, a nie uczucie strachu!

Uczestniczyłam w CZARNYM MARSZU", I NIE JESTEM ZA ABORCJĄ!

 

 

 

 

 


niedziela, 18 września 2016

Przysiadło lato na kamieniu. Zmęczone długą drogą, gwarem kafejek, wiatrem w żaglach, potem górskich szlaków.

- Posuń się lato, pomilczymy razem. Pięknie było, prawda? Cóż, czas cię pogania, czas mnie pogania. jesteśmy w drodze moje lato. Milczysz? Wiem, milczeniem można najpiękniej się pożegnać. Nawet jeśli nie mogę nic ci powiedzieć, wiesz jak jest, moje lato!

Za rok w tym samym miejscu? Będę tu czekała.

Patrzę w niebo. Zachód przybrał już barwy jesieni. Złotem i czerwienią maluje zasłuchane lato i mnie.

Nadchodzi jesienny czas. Mój czas. Jeszcze będzie pięknie.

 

 

 

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Na niebie chmurki się pokazały więc jak nic zapowiadał się ładny zachód. Aparat w dłoń, rower między nogi i melduję się na moje zachodowe miejsce.
Słońce zachodzi, ja pstrykam, aż tu nagle w kadr włazi mi coś i zasłania landszafcik! Co jest?! Odsuwam aparat od twarzy, patrzę a tu..., cholera! Smok! Przez chwilę skóra na zadku mi się zestrachała, ale..., dziewicą nie jestem więc kąsek ze mnie nędzny, emerytką zostałam więc mięsko raczej żylaste, słońce za chwilę zajdzie i dupa ze zdjęć, a za tem, co mi tam, zagadam!
- Możesz mi zejść z widoku? W kadr mi wlazłeś! - powiedziałam uprzejmie.
- A ty nie możesz się przesunąć? Miejsca jest dosyć- odpowiedział smok, nawet przyjemnym głosem.
- Pierwsza tu byłam, więc pierwszeństwo przez zasiedzenie mam!.- nie ustępowałam.
- Aleś uparta, nie wkurzaj mnie bo ogniem przysmażę i za kolację będziesz robiła! - uprzedził całkiem uprzejmie.
- Nie zgadzam się na smażenie, gotowanie, ani nawet na duszenie! Nie po to dożyłam do emerytury, żeby jakieś smoczydło mnie zażarło i zrobiło dobrze Zusowi! - zaprotestowałam.
- A co to top zus? - zainteresował się potwór.
- To takie coś, co każe sobie płacić pieniądze przez całe dorosłe życie, by, jak już się zestarzejesz, wypłacać ci co miesiąc pieniądze które dla ciebie składało - wyjaśniałam.
- To super jest! I co? Już jesteś stara i ci się należy? Dają? - zapytał mocno zainteresowany. Może też chciał do Zusu?
- Dają, tyle że tyle, że nawet na waciki brakuje, i nie pytaj co to waciki i nich ich .... - i tu niecenzuralnie podsumowałam sprawę zus kontra moja emerytura.
- Spoko, wiem co to waciki - uspokoił mnie smok- no ale czemu masz nawet nie na waciki, skoro składki płaciłaś, bo płaciłaś?
- Płaciłam, a miałam wyjście? Spróbowałbyś nie!- wyjaśniłam.
- No to gdzie one są? - dochodził prawdy smokowy fan zachodów słońca.
- A skąd mnie wiedzieć? Może ta dziura budżetowa, co to ją od wieki wieków mamy na stanie pochłonęła moje składki, a może prezesi przerznęli w kasynie w Nonte Carlo, a może po prostu, gówno tych na górze to obchodzi i dali co chcieli? - zastanawiałam się głośno.
- Ja bym ich ogniem potraktował, to szybko by się znalazło co moje! - zawarczał smok groźnie.
- Tia... - rzuciłam w przestrzeń - jak się ma taki dech, to można zionąć, a ja najwyżej mogę im na złość nie schodzić z tego świata, i zmusić by płacili i rewaloryzowali! - dodała mściwie!
- Jak tak, to ja też im dołożę! - zapowiedział równie mściwie smok- nie zeżrę cię, i niech płacą! O!
Połączeni wspólną mściwością, spojrzeliśmy na siebie z sympatią, a potem na niebo. Słońce właśnie robiło ostatnie odliczanie przed zejściem. Złapałam aparat i już miałam zacząć trzaskać migawką gdy mnie olśniło!
- Ty! Smok! A mogę ci strzelić parę fotek na tle zachodziku? - zapytałam przymilnie.
Smok spojrzał na mnie, na słońce i....
- A strzelaj - powiedział i jakby się uśmiechnął - i wiesz co? Jesteś spoko baba, więc coś ci podpowiem! Aż tak wiele zdjęć smoków to wy chyba nie macie, a co za tym idzie, w cenie będą! Sprzedaj fotki po dobrej cenie i będziesz mogła dołożyć sobie to tej twojej emerytury. Będziesz mogła sobie kupić więcej wacików i nie tylko! Trzymaj się! Jak najdłużej dla przyjemności i na pohybel zusowi! Cześć - puścił niewielki ogienek z pyska, załopotał skrzydłami, machnął ogonem i poszybował w stronę zachodzącego słońca.
Już zmierzchało jak ruszyłam w stronę domu, mając nadzieję, że w aparacie niosę smocze dofinansowanie do mojej emerytury!



 

 

 

czwartek, 18 sierpnia 2016

  Dzisiaj moje widzenie zespołu pałacowo-parkowego czyli, pałac i park książęcy Lobkowitzów w Żaganiu widziany przez obiektyw mojego soniaczka. Nie będę tu opisywać historii wyżej wymienionych obiektów, bo jak kogoś to będzie interesować, to sobie po prostu wygoogla i po sprawie. 

Ja, w ramach sprawdzania możliwości moich pięt, wybrałam się na pochodzenie po alejkach i po pstrykanie co mi wpadnie w obiektyw, a nie będzie zbyt trywialne. Jak mi wyszło? A tak jak poniżej, ale już wiem, że przez prawie 3 godziny jestem w stanie przemieszczać się w miarę normalnej kondycji nożnej, a to już coś!

Ważne że mogę, ważne że sprawia mi to radość i ważne że chce mi się chcieć:).

To tyle w ramach wersji słownej, a teraz wersja obrazowa, a raczej zdjęciowa. Ot, takie moje widzenie

parku żagańskiego!









































niedziela, 31 lipca 2016

Jak to bywa po sąsiedzku..., przy płocie i za płotem.

 

 


21:08, dewaluacja
Link Komentarze (3) »
wtorek, 26 lipca 2016

WTOREK 26 LIPIEC 2016 ROK!

Dzień niby jak co dzień, ale nie do końca gdyż, w ten dzień właśnie nabyłam prawa do tego, by ZUS zaczął mnie utrzymywać. Jak, a co za tym idzie, i w jakiej wysokości? Jeszcze nie wiem, gdyż na przysłanie wiadomości w tej sprawie, wyżej wymieniona instytucja ma sporo czasu. Tak czy siak, emerytura od dnia dzisiejszego należy mi się jak koniowi owies (byle nie taki jak w stadninie w Janowie, bo żołądek i bez tego mam delikatny). Zaparłam się i nie popuściłam ZuSowi, chodź różnie bywało. Będzie płacić!

Wnerwił mnie tylko prezes GUS, który wyliczył, (a ZUS mi dostarczył) datę mojego odejścia w zaświaty! Że niby mam żyć jeszcze tylko 209 miesięcy? A czy ja go prosiłam o takie wiadomości? Niech sam sobie tyle żyje, a ja zaprę się zadnimi łapami, i będzie się dziwił (o ile sam dożyje), że tę jego matematykę może sobie wsadzić!

Papier dostałam, papier przeczytałam, poszłam do sklepu i kupiłam długopis! A że było nie było nie taki zwyczajny dziś dzień, to i długopis kupiłam inszy, taki spersonalizowany!

Przyda się do powiadomienia pana prezesa, że odejdę gdy przyjdzie pora, a on te swoje miesiące niech sobie wsadzi!


No to jestem na emeryturze:)))) Dożyłam i teraz już tylko się zaprzeć i nie popuścić ZUSowi. Niech gadzina płaci, a że za ponad 30 lat pracy grosze? To już inna bajka, i tylko szkoda, że to nie bajka.

16:33, dewaluacja
Link Komentarze (8) »
niedziela, 03 lipca 2016

Życie jest zbyt krótkie, by w biegu je przeżyć, gdy tuż obok, jest tak piękny świat, w którym warto się zatrzymać.

 


20:45, dewaluacja
Link Komentarze (6) »
niedziela, 12 czerwca 2016

Rodzinnie, popołudniowo, piaszczysto, czyli...., szybki wypad na Gryżyce. A Gryżyce to: hałada odkrytego piachu, dwa jeziorka, wysepka.., jednym słowem- miejsce rekreacji dla Żagania i okolic. Kiedyś się mawiało że "idziemy na żwirownię", dzisiaj na kąpielisko.

 

Jak zwał, tak zwał, fajnie było. Co prawda dojazd taki, że samochód i żołądki aż piszczały od podskoków, talepania, bujania i hamowania, ale jak się już przebiliśmy przez ten tor przeszkód, to całkiem miłe widoczki zaliczyliśmy

 

Ja zaliczałam widoczki i oczywiście uwieczniałam na karcie aparatu, dzieciaki miały sporą piaskownicę na której nawet zjazdy na każdej możliwej części ciała uskuteczniali, a rodzice im w tym pomagali.

Każdy miał co chciał, a do domu zabrał to, co mu tu i ówdzie zostało. Jedni piach w najróżniejszych miejscach ciała i garderoby, inni oddech, że udało się zagonić dziecięcia do samochodów, a ja jak zwykle, trochę kadrów.

 

Ot, taka dokumentacja, że tam byłam, i się na górę wdrapałam, i że z góry widok taki był, i że wreszcie nie są to po raz setny, kwiatki, bratki i bławatki, ale coś innego. (nawet jeśli jest to tylko hałda piachu!).

 

 

czwartek, 09 czerwca 2016

Wiosna kwieciem stoi, więc i u mnie kwiecia sporo. Było łąkowe, dzisiaj bardziej szlachetne, ogrodowe, skwerkowe, przyblokowe. (kwiatków przynajmniej o pozwolenie nie trzeba prosić, więc jeszcze bardziej stają się atrakcyjne). Fotki nie powalają, ale kwiatki ładne:)



20:32, dewaluacja
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24