wtorek, 17 stycznia 2012
Aniele Stróżu tu mój! Jesteś tu dzisiaj gdzieś? A może poszedłeś na piwo bo kumpel właśnie dostał dziś wolne? W białą pianę dmuchasz, rękawem usta wycierasz, z barmanem w kulki grasz? A może znudzony nudnym obiektem, za anielicą pobiegłeś gdzieś w zaułek? Jak to jest z Tobą, mój ty Aniele! Nie przeprowadzasz za rękę przez kładkę dnia, nocą nie gasisz bezsenności czarnej. Na dywanie czasu nie widzę białych piór z Twoich skrzydeł, na oparciu fotela nie lśnią anielskie włosy. Zostawiłeś mnie ot tak, po prostu. Może za dorosła jestem na Anioła? Może zbyt smutna, zbyt prawdziwa, zbyt prozaiczna? A może jesteś gdzieś tuż obok, spoglądasz z politowaniem na pochylone plecy, palce wystukujące słowa i kieliszek czerwony od wina? Co! Że jeden? Że to nie tak? A jak panie Anioł? A jak? Że czas na ścianie śmieje się ze mnie? Że wzrok nie sięga, myśl nie znajduje, dłoń nie czuje? Ale smak wina jest taki sam Panie Anioł, jest taki sam, czy z Tobą czy bez Ciebie. Może tylko kieliszek jest smutny, że nie może zadźwięczeć trącony dialogiem. Echa.., Panie Anioł, Panie Anioł... .
niedziela, 15 stycznia 2012
poniedziałek, 09 stycznia 2012
czwartek, 05 stycznia 2012
- O, nowy czajnik? - zapytała synowa spoglądając pod ławkę zasiedloną na ganku, pod którą czajnik polegiwał – stary był chyba niebieski, a tu widzę ładny biskupi..., to taka zmiana w nowym roku? Wyrozumiała, zaprawiona w moich niekonwencjonalnych poczynaniach, uprzejmie nie zapytała o powód przebywania onego czajnika pod gankową ławką. - Czajnik stary, kolor nowy – odpowiedziałam zgodnie ze stanem faktycznym, zaciągając się papierosem. - Przemalowany? - z niejakim zdziwieniem zapytała Synowa, puszczając równie zgrabny dymek papierosowy. - Nie od malowania, tylko od gorącości kolor zmienił – wyjaśniłam. - Znaczy się? - dopytała. - Znaczy się.., się przypalił i zmienił kolorek – uściśliłam. - Inaczej mówiąc..., wodę udało się przypalić – podsumowała Synowa i wypuściła dymkowe kółeczko. - Udało się i wodę i czajniczek, a co się będę ograniczać! - To teraz nowy zakup będzie? - zapytała Synowa, z podziwem spoglądając na biskupi czajnik po przejściach. - E..., się wyczyści - odpowiedziałam - i posłuży jeszcze – dodałam z niejakim niepokojem. Synowa spojrzała na czajnik, na mnie, na czajnik i..., wyciągnąwszy czajniczek biskupi (po przejściach) spod ławki gankowej, bez słowa poniosła go w stronę kubłów na śmieci i bez pytania wpakowała go w pierwszy kubeł po prawej. - To dla zdrowotności – wyjaśniła – w spaleniźnie się nie gotuje. I tak to pierwsza strata i pierwszy zakup na ten nowy rok został poczyniony! A że każda opowiastka morał zawiera, tak i ta uczy, że: Jeśli gadasz przez telefon w pokoju, nie zamykaj drzwi do kuchni co by w porę poczuć zagrożenie stratą, i, jeśli już chcesz przypalić wodę, w porę wyłącz gaz, by przypalenie nie przeniosło się także na czajnik! (chyba, że masz zamiar pozbyć się starego, a za dobry by go wyrzucić bez przypalenia)!
poniedziałek, 02 stycznia 2012
sobota, 31 grudnia 2011
Płonie Rok na stosie przemijania. Czas dorzuca minutę za minutą. Koniec Roku. Coś przyniósł, coś zabrał, coś zostawił. Oglądam się za siebie. Przebudzenie, poranna kawa, krople potu, zmęczone dłonie, strumień zmywający znużenie, szklanka grzejąca dłonie, dłuższy oddech, koniec kolejnych dni. Dziś ostatnia kartka z kalendarza bezszelestnie opadła w nieistnienie. Gdzieś w zakamarkach pamięci, przeżyte godziny, dni, miesiące, układają się do zapomnienia. Posegregowane zgodnie z ważnością, bez sprzeciwu zajmują swoje miejsca. Na progu teraźniejszości stanęła ostatnia noc. Rozgrzana kieliszkiem szampana, roztkliwiona życzeniem, rozkołysana muzyką, zniecierpliwiona oczekiwaniem, pod baldachimem nieba błyszczącym od fajerwerków, czeka na spełnienie. W TĄ SZCZEGÓLNĄ NOC.., WSZYSTKIEGO DOBREGO NA KAŻDY DZIEŃ NOWEGO ROKU!
środa, 28 grudnia 2011
Wieczór wchodzi wolno w noc, wskazówki zegara odmierzają przepływający czas. Po domu cisza snuje się zadumana i zadziwiona, że tyle miejsca ma dla siebie. Zadziwione przyglądamy się sobie..., to ty?..., to ja..., a to ty?..., tak, to ja... , tak, to ty... .
sobota, 24 grudnia 2011
poniedziałek, 19 grudnia 2011
- To ta? - zapytał Mężczyzna dzierżąc w dłoni wygrzebane w zawalonej piwnicy drzewko choinkowe. - Chyba ta – odpowiedziałam z lekką pauzą na zastanowienie. - Została jeszcze ta wielka, ale tej miałem nie brać, a pośredniej nie ma. Myślałem, że ta mniejsza była jakaś trochę większa. Skurczyła się czy jak? – zastanawiał się Mężczyzna spoglądając na choinkę sięgającą tak trochę mniej do uda męskiego. - Na starość wszystko się kurczy, widać choinki też – zauważyłam inteligentnie, bo lubię zauważać. I tak, tegoroczna choinka będzie w wersji sfilcowanej ale za to bogato przystrojona, (po dużej ostało się moc ozdób), i nie stanie w dużym pokoju odzyskanym po wyprowadzce Młodych, ale w pracowni, bo w pokoju odzyskanym bywam rzadko, a w pracowni wielogodzinnie, więc niech duch Świąt Bożego Narodzenia zamieszkały w blasku światełek i kolorze bombek, będzie tam, gdzie i ja jestem. Choinka stoi, ja poleguję odpoczynkowo, Mężczyzna pracuje nocnie, cisza przysiada na posłaniu obok. Pod baldachimem nocy, czas kocim krokiem zmierza w stronę kolejnego dnia.
niedziela, 11 grudnia 2011
Cichy niedzielny poranek. Nie słychać tupotu nóżek NajNajMłodszego, nie robię porannej kawy dla Młodej..., młodzi poszli na swoje. W wynajętym mieszkaniu będą się uczyć żyć po dorosłemu, zmagać z codziennością, i świętować małe i duże radości..., oby tych ostatnich było jak najwięcej. Całe szczęście że ich domostwo raptem 300m od naszego domu, że wychodząc na dymka widzę ich kuchenne okno, ale jednak to już osobno. Młodzi powinni być osobno, powinni sami tworzyć swoje życie. Jest to zdrowsze i dla młodych i dla starszych, tyle że będąc razem przez 2 lata, trzeba się do nowego przyzwyczaić. Przeżywamy wszyscy to wyprowadzkowe zamieszanie, a najbardziej Maleństwo, które wieczorem zasnąć nie mogło na nowym mieszkaniu, ciągnęło wszystkich po kolei do wyjściowych drzwi błagając po swojemu o powrót tam gdzie wszystko znajome. Chwila i przywyknie do nowego miejsca, zaakceptuje, uzna za swoje, ale póki co, serce się kroi, gdy człowiek patrzy na tą wielką żałość maleńkiego człowieczka. Jak to przy przeprowadzkach, bajzel w dwóch mieszkaniach, w zajmowanym i w opuszczanym, więc w dwóch mieszkaniach prace porządkowe, ustawianie po nowemu sprzętu i własnych odczuć. Następny etap za mną. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
.
- BLOGOWANIE MOJE... .
DO PRZYJACIÓŁKI... .
Gadu-Gadu... 11344640
Odeszły zbyt wcześnie..., pozostaną w sercu...
Oni ku mnie, ja ku Nim...
Pisali, dziś zamknęli, dziś milczą,
TREŚCI ZAWARTE W TYM BLOGU SĄ MOJEGO AUTORSTWA, ZGODNIE Z PRAWEM AUTORSKIM, KOPIOWANIE I POWIELANIE TYLKO ZA ZGODĄ AUTORA
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||