czyli..., zapisać słowem i obrazem
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
,
.
DO PRZYJACIÓŁKI... .
Odeszły zbyt wcześnie..., pozostaną w sercu...
Oni ku mnie, ja ku Nim...
PROZA WŁASNA
TREŚCI ZAWARTE W TYM BLOGU SĄ MOJEGO AUTORSTWA, ZGODNIE Z PRAWEM AUTORSKIM, KOPIOWANIE I POWIELANIE TYLKO ZA ZGODĄ AUTORA
WIERSZE DO WYNAJĘCIA
Żagań w obiektywie

Darmowe fotoblogi
wtorek, 11 grudnia 2018

Szron jest chyba taką najbardziej namacalną wiadomością, że zima już tuż , tuż. Tą porę roku uwielbiam na pocztówkach, obrazach i fotografiach. W realu nie lubię, nie cierpię, a tak po za tym to jestem ciepłolubna i to co serwuje zima, to nie dla mnie. Tym bardziej, że to co w niej można by ewentualnie znieść, to śniegu biały tren, bałwanek jako powód by odnaleźć w sobie dziecko i dzwoneczków srebrnych u sań dźwięk. 

Od jakiegoś czasu tego nam zima nie serwuje, tylko coś na kształt  jesieni i to nie tej złotej i polskiej. Nie dziwota więc, że zimy nie lubię i jedynie co jej mogę wybaczyć, to fakt, że gdy zaszroniła co nieco, to była na tyle ciepława, że mi  dłonie do aparatu nie przymarzły.

To tyle w temacie klimatycznym. Może jeszcze dodam, że cały ten szron, com go tu wstawiła, to z mojego dwórka, więc wielkiego wysiłku nie wymagał.

Więc..., szron i to ten pierwszy!

 

 

 

 

 

 



niedziela, 25 listopada 2018

Za sobą drogi szmat już mam, przed sobą ileś jeszcze tam. Nie liczę godzin, nie liczę lat i nie odkreślam kolejnych dat. To co przeżyte tylko wspomnieniem, to co do życia, tylko istnieniem. Nic już nie muszę, lecz jeszcze mogę, wybory są już tylko moje. 

Przysiadam sobie na pniu zwalonym, przede mną niebo zachodem płonie i tak zostanę w tym niemym zachwycie, cokolwiek mi jeszcze przyniesie życie.



21:30, dewaluacja
Link Komentarze (2) »
środa, 14 listopada 2018

W pierwszych słowach mego postu mam zapytanie. CZY U WAS TEN BLOG TEŻ TAK DŁUGO SIĘ OTWIERA? Bo mnie o mało dzisiaj nie trafił szlag!I teraz nie wiem, czy to winien mój internet, czy ja!

Zdaję sobie sprawę, że sporo w niego napakowałam przez te kilka ładnych lat, że może już mu ciężko, ale jeśli tak się ma otwierać ( a raczej mulić) to trzeba będzie coś z tym zrobić.

CZEKAM NA WIADOMOŚĆ W TEJ SPRAWIE

a póki co zapraszam na parę chwil:)

 

To moje drzewko szczęścia i niestety muszę się tu przyznać, że nie o to mi chodziło. Miałam zrobić abstrakcję kolorową jako zadanie domowe z zajęć foto.

Wymyśliłam, że pożyczę farbki u Najmłodszego, wezmę lusterko, takie do makijażu, co to go można obracać, ustawię je poziomo, chlapnę kilka kropli kolorowych i zrobię zbliżenie na maksa. Wszystko w czarnym tle, co by było dobrze widać. Tak i zrobiłam.

Krople w kolorkach były, lusterko w poziomie też, tyle że mi coś białego w kadr właziło. Okazało się, że to sufit! Pochyliłam więc odrobinę lusterko i faktycznie, sufit zniknął, tyle że moje krople zaczęły zjeżdżać!

No to wyrównałam do poziomu, tyle że jakoś nie dokładnie, więc one z powrotem, to ja znowu poprawka i jak mi się wreszcie ten poziom ustabilizował, to zamiast kropel, wyszło mi takie coś! 


Jak dla mnie to drzewko:) Tak więc mam super pracę, tyle że z przypadku! :0

 

Kolejna fotka już całkiem świadomie poczyniona. Flamastry Najmłodszego, tyle że w negatywie. Miałam zaszaleć, to szalałam! :)

 

 Płyta CV. Też można z niej wycisnąć sporo kolorków:)

 

 

I na koniec, staw jesienią. To co takie białawe, to odbicie ławki w parku nad stawikiem, a ta reszta kolorków, to drzewa nad stawem. Prawda że niezły bałaganik? :)

To na tyle. Dobrej nocy Kochani!



18:54, dewaluacja
Link Komentarze (2) »
niedziela, 21 października 2018

Jesień przyszła wcześnie tego roku,

Orgią barw pokryła znów drzewa.

A ja lata chcę jeszcze, chcę lata!

Bo mi lato w duszy jeszcze śpiewa!

 

Już mi nie mów, że jestem stara.

Bo mi wiatr jeszcze pląsa we włosach,

Jeszcze gęsi pływają w szuwarach,

A i księżyc zagląda po nocach.

 

Lecz gdy niemoc mnie kiedyś ogarnie,

Wezmę plecak, a w nim, garstkę wspomnień.

No i pójdę, gdzie mnie oczy powiodą,

Żeby znaleźć miejsce tylko dla mnie.

 



 

 

 

 

 

 

 

moja jasień

21:03, dewaluacja
Link Komentarze (5) »
wtorek, 16 października 2018

Zachodów miałam przyjemność robić jak nie tysiące, to przynajmniej setki, ale już wschodów, to gorzej. Wstać po ciemku trzeba, dojechać też, jeśli chce się coś dobrego zrobić, a i nie bardzo przyjemnie, gdy jeszcze ciemnawo i pusto, a ty tylko z aparatem no i ewentualnie jeszcze ze statywem. 

Ale czasem mnie przydusi i wtedy idę na całość! Tak było teraz, bo jesień to nie tylko kolory wariackie, ale także mgły poranne, które najpiękniej nad wodą potrafią zmienić wszystko w około w bajkę. Kocham mgły, kocham jesień i choć nie kocham aż takich poranków, to jednak wsadziłam nogi w kalosze, kurtałkę na grzbiet, sprzęt na tyle siedzenie i pojechałam.

Nie zawiodłam się i choć spektakl poranno - mgłowy nie trwał długo, to wycisnęłam z niego ile się dało. Brakło mi trochę tego i owego w sprzęcie, ale i tym co mam starałam się zrobić co tylko mogłam.

Ile miałam z tego, to chyba widać w kadrze, gdy "ustrzeliłam" czaplę siedzącą na podtopionym drzewie. Szkoda że tak szybko zwiała, ale i tak fizis mi się śmiała z radości.

A oto dowód:)

 

 

 

 

 

 

 

 

 


19:52, dewaluacja
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 października 2018

Zmieniłam szablon, bo być może lepiej "przyjmie" fotografie.

Kiedyś słowa same się na klawiaturze plotły, dzisiaj obrazem opowiem co mi w duszy skwierczy.

Nie żebym miła trudności ze słowem pisanym lub mówionym, ale czasem jest tak, jak to ktoś, gdzieś powiedział... "nie chce mi się nawet gadać".

Może dlatego, że brak cierpliwości dla moich "wynurzeń" zbyt przydługich, a może brak czasu na moje "nieważne" słowa?

Nauczyłam się milczenia, nauczyłam się bycia, gdzieś na leśnej ścieżce, z aparatem i z tym, co wokoło. Zabieram bezkarnie to co mnie zachwyci, co rozświetli mi duszę, co zadziwi.

Tysięczny zachód słońca wzrusza tak samo jak pierwszy, a ścieżki leśne, dróżki polne i moje ukochane "ugory" po których tuptam już ponad dwadzieścia kilka lat, nadal ofiarowują mi coś, co mnie zatrzyma, co sprawi, że zwolnię migawkę po raz kolejny.

Kiedyś, podarowaliście mi aparat. Dzisiaj Wam dziękuję i powiem..., podarowaliście mi przyjaciela, który sprawia, że chce mi się wstać i wyjść, który nie przerwie mi w pół zdania zniecierpliwieniem, który sprawia, że świat jest jednak piękny.

Jeśli ktoś tu jeszcze zagląda, to dziękuję i jeśli chce ze mną powędrować po mojej "codzienności", to będę szczęśliwa:) Myślę, że teraz będę tu częstym "opowiadaczem"  o tym co u mnie:)

Dzisiaj tuptamy po naszym parku, czyli, jesteśmy w Książęcym Parku, w Żaganiu, kaczki pływają po Stawie Karpiowym, a łabądźki, po rzece Bóbr. I wszystko jasne:)


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


środa, 03 października 2018

Tym się przemieszczam po tej mojej jesieni (gdy nie tuptam na nogach) a że w lesie prawie mieszkam, więc jesieni mam po kokardę!

A gdzie nie nogi i opony poniosły, można zobaczyć na BLOGU FOTO

20:11, dewaluacja
Link Komentarze (1) »
środa, 26 września 2018

Kolejna porcja fotografii. Tym razem wyprawa w przeszłość. Śladami ludzi którzy tworzyli i porzucili. Co :)

Całość na moim blogu FOTOGRAFICZNYM. zaglądniecie?

20:35, dewaluacja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 września 2018

LUBUSKIE - Gmina Żagań.
Przy drodze jabłoń, a w trawie jabłka, których nikt nie zbiera. Ślad dawnej ścieżki ginie gdzieś zaroślach.
W plątaninie krzaków, wysokich traw i kolczastych dzikich róż, dostrzegam chatę. Resztki drzwi zwisają z ościeżnic, ale w oknie widnieje szyba.
W przedsionku, na kamiennej posadzce leżą stare gazety!1984r. Długo tu leżą! W (chyba) pokoiku, resztki sprzętów, mebli. Jakby ktoś nagle wyszedł i nie wrócił.

W oknie, pajęczyny walczą z firanką o pierwszeństwo. Człowiek odszedł, dom został, czas robi swoje.

 


21:25, dewaluacja
Link Komentarze (1) »
wtorek, 18 września 2018

Dawno mnie tu nie było i dzisiaj siadłam na chwilę. Nie żeby pisać coś ważnego, ot, żeby mi nie zamknęli bloga fotograficznego (sentymentalna jestem, co zrobić), więc postanowiłam coś tam wstawić.

Dużo tego się nazbierało, aż myślę czasami, że mnie te fotografie przysypia po kokardę. Ale co ja zrobię jak ja to lubię, a jak lubię, to co się będę ograniczać? A że migawka ma swoja żywotność ograniczoną, i po iluś tam klapnięciach, diabli biorą aparat, to choć już naklapałam że ho, ho, to się nie potrafię ograniczać.

Cóż, zobaczymy kto kogo przetrzyma:)

jakby ktoś miał ochotę zaglądnąć co tam się urodziło, to zapraszam na blog FOTO

23:01, dewaluacja
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 lipca 2018

 


 

Jest przy mnie gdy źle

Jest gdy dusza śpiewa

Wysłucha gdy trzeba

Gdy dopadnie bieda

W pół zdania nie przerwie

Nie powie że nudzę

Przychodzi gdy dzień

Mój przyjaciel... cień. 

 



13:01, dewaluacja
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 lipca 2018

Pamiętam czasy (brawo ja!), jak zastanawiałam się godzinami nad spuszczeniem migawki w aparacie czyli, nad pstryknięciem fotki. Nie żebym była taka niezdecydowana mocno, jeno świadoma własnych funduszów. Film, czyli przysłowiowa klisza kosztowała, a potem, każde pstryknięcie to też koszt, a na dodatek czy wart zachodu dowiadywał się człowiek, jak już zdjęcia odbierał. I czy to było cudo, czy gniot, to i tak trzeba było za wszystko zapłacić i to sporo. A gdy jeszcze weźmie się pod uwagę, że gnioty były w przewadze, to bolało jeszcze bardziej. 

Dzisiaj luzik! Pstryka się na tony, od razu widać coś spieprzył(a), a co wyszło jak trzeba i jak masz mus, to tylko z tym co warte zachodu, idziesz do zakładu, by ci to przerzucili na papier, (które to też nie kosztuje majątek), a jak się jesteś oblatany(a) w tym temacie, to znajdziesz to w necie za lepsiejszą cenę ( i to sporo lepsiejszą).

Tak to technika rozpasała fotografujących, a komputer i jego programy, dołożył do tego niezłą zabawę z kadrami które się napstrykało. Możliwości są jak stąd do nieba i dostępne, więc i ja dostąpiłam do nich i się pobawiłam. Liznęłam sam czubek ( cokolwiek nim jest), ale i tak jest przyjemnie. Coś sobie tam podłubię, więcej popsuję niż wyprodukuję, ale czasem coś mi się uda i wtedy radochy mam sporo.

Wiem, że to pikuś i wczesne przedszkole, ale co tam. mam przyjemność? mam! A reszta to ..., no właśnie pikuś! :) A to próbka moich prac domowych:))))

 

 

 

 

 

 

 

 

 




22:14, dewaluacja
Link Komentarze (5) »
sobota, 14 lipca 2018

Coś szumiało mi w domu. Podejrzenie padło na lodówkę, która potrafi wydawać zadziwiające dźwięki, ale gdy podeszłam do wyżej wymienionej, okazało się że to nie ona. Podeszłam więc do okna, (które ze względów zdrowotnościowych otwarte było) i od razu wiadomo było..., szumiało z dworu. Za późno na gminnych kosiarzy traw osiedlowych, (a i szumienie jakby bardziej poważne), za wcześnie na  powroty zmotoryzowanych mieszkańców z pracy, więc co?

Wyszłam na ganek i namierzyłam szum. Dochodził gdzieś za lasu, z pól. Rower między nogi, aparat do torby i jazda. Już z daleka dostrzegłam co zaś. Nie tylko szum się wzmagał, ale i kurz wznosił się pod niebo.


Żniwa. Mamy na okolicznych polach żniwa. Zsiadłam z roweru, wzięłam aparat i żniwa 2018-go roku mam udokumentowane.


Gdy tak patrzyłam na pola, stanęły mi przed oczami obrazy z filmów i z dzieciństwa. Mężczyzna, w koszuli z podwiniętymi rękawami, z kosą w rękach, a za nim kobieta wiążąca snopki.

Żniwiarze dawni i żniwiarze dzisiejsi, -XXI w. i ... ., chleba naszego, powszedniego daj nam dzisiaj... .

Niech nikomu go nie zabraknie.

Gdy odchodziłam, na polu lądował bociek, a może bocianowa?


Chyba przyleciała po obiad dla młodych. Ot, taki spory supersam polowy. Na pewno coś znajdzie.


niedziela, 08 lipca 2018

Staram się ruszać na przekór ostrogom, kręgosłupom i innym durnotom. Nie dam się stłamsić i usadzić na dupie! Póki się da, będę się przemieszczać na pedałach (mowa o częściach rowerowych), na nogach, z kilkami czy bez i sama, jak inaczej się nie da. 

Aparat mi w tym pomaga, a że już chyba każde drzewo i każda ścieżka ma swoją focię, to każdy liść na pewno jeszcze nie! No i jest powód by wyjść!

Wczoraj w TV znowu namawiali do pomagania kilometrami. Każdy kilometr, to wymierna kwota dla dzieci chorych ruchowo. Chcę wierzyć że tak jest. Nie tuptam tysiące kilometrów, ale przecież ileś ich przemierzam, a przez rok, uzbiera się trochę. Jeśli ma to komuś coś dobrego dołożyć, to ja chętnie. Zamontowałam Endomondo, zarejestrowałam się i poszłam.

Aplikacja zmierzyła mi wszystko. Dystans, czas, kalorie, ilość wypoconego płynu i coś tam jeszcze. Trasę pokazała na mapce i nawet było to zejście w krzaki, w które za potrzebą wlazłam.

Przez godzinę prze tuptałam ponad 5 km, zrobiłam kilka zdjęć. Zaliczono mi dystans i chyba dorzuciłam swoje km. do innych. Wiem, niewiele, ale i tak jestem dumna. A zdjęcia też wyszły nieźle, bo pogoda dziś była taka dla bogaczy, więc się poczęstowałam. A co! kto biednemu zabroni? :)




piątek, 06 lipca 2018

 

- Hej! A ty dokąd? - usłyszałam i wyhamowałam. Rozejrzałam się. Nikogo. Już miałam ruszyć dalej, gdy znowu.

- No do ciebie mówię! Gdzie się gapisz! Tu jestem! Ślepa jesteś?

Pytanie padło gdzieś z boku, jakby od badyla żółtego. Podeszłam bliżej i.... .

- No nareszcie! A ty kto? - zagadało to Coś do mnie.

- Ja? - pomimo osłupienia, głos wydałam - ja, ja....., no..., kobieta.

- Kobieta, i co dalej? - dopytywało się to Coś.

- No, Kobieta i już! A ty kto? - zripostowałam.

- Ja? Robal.

- Robal? I co dalej? - teraz ja byłam dociekliwa.

- Robal i już - odciął się Robal - co tak łazisz sama po lesie? Jeszcze cię kto naruszy! nie masz z kim się wietrzyć? - dopytał się.

- Nie łażę, ale uprawiam nordic walking, a sama czy z kimś, to moja bajka. Nic ci do tego! - odcięłam się.

Robal ruszył do góry (po badylu oczywiście), a ja przykucnęłam. Komunikatywność wzrokowa mocno nam się poprawiła.

- A co? chcesz mi zaproponować swoje towarzystwo? - roześmiałam mu się...., w pysk?

Robal spojrzał na mnie tak jakoś, że zrobiło mi się durnie.

- Zawsze jesteś taka, taka.... ,. Robal zamilkł nie kończąc zdania.

- No jaka? - warknęłam, bo warczeniem dobrze się maskuje zmieszanie.

- Taka, taka nietowarzyska - zdefiniował mnie Robal i zaczął schodzić z badyla.

No tak. Robal nie Robal, to jednak zagadał, troską się wykazał, a ja go tak śmiechem i w ...pysk?

Już prawie doszłam do tego, że "przepraszam" chciałam powiedzieć i zaproponować wspólny spacerek, miejsce na kijku i pogaduchy w temacie obitego dupska kibica, ale nie było już komu. Na badylu były tylko żółte kwiatki, dyndające na lekkim wierze.

Podniosłam się z przysiadu, spojrzałam raz jeszcze na badyl i ruszyłam dalej. Sama.

Czasami bywamy sami i nie wiem dlaczego, a bywa to takie proste.

22:03, dewaluacja
Link Komentarze (5) »
środa, 04 lipca 2018

Wiecie że fotografia to mój koń, na którym galopuję gdzie i jak się da. Zresztą, to także dzięki Wam  moje "zwierzę" może nadal galopować. Jest pięknie, gdy możesz robić to co kochasz, a jeszcze bardziej, gdy jest ktoś obok, co tak jak i ty potrafi zacumować przy byle jakim kwiatku na dłuższy czas.

Nie trafiła mi się taka persona, więc raczej solo galopuję na fotograficznej szkapie i się przyzwyczaiłam do tego. Ma to jedną dobrą stronę. Nikt mnie nie pogania i nikt mi zadka nie zawraca. Fotografuję co chcę, jak długo chcę i nikt mi nie psioczy, że po raz tysięczny robię zachód słońca! "Przecież to durne..... . "

I tu muszę coś wrzucić! Ja się nie skarżę! Wręcz odwrotnie! Się chwalę! Cały ten przydługi wstęp prowadzi do tego, że znajoma przyjechała do znajomych i męża ze sobą tym razem zabrała, a ten mąż, kocha fotografować i liczy na mnie, że Go poniańczę przez parę zachodów.

Ze znajomą gaworzyłam za dnia, a o zachodzie, z Onym, ruszaliśmy na zachód. I kiedy tak On sobie, a ja sobie robiliśmy to co komu w duszy i w kadrze grało, poczułam, że "nie solo" też jest fajnie, a nawet czasem fajniej.

Znajomi pojechali i zabrali ze sobą..., Ona, kilka godzin przegadanych, a On, zachody ( nie tylko), wymiany zdań i kilka dobrych godzin w plenerze.

Mnie zostały kadry, które będą przypominały, że fajnie jest nie być solo :).



sobota, 30 czerwca 2018

 

 

 

 

 

 

 

To dzisiejszy, ostatni, czerwcowy zachód słońca na drodze która codziennie prowadzi mnie z domu i do domu. Jednym słowem..., zachód w około komina:)

22:17, dewaluacja
Link Komentarze (6) »
sobota, 31 marca 2018

Niech te Święta przyniosą ze sobą spokój, radość, uśmiech, i niech słoneczko zaglądnie choć na chwilę.

WSZYSTKIEGO DOBREGO KOCHANI:)

19:44, dewaluacja
Link Komentarze (6) »
czwartek, 22 marca 2018

Dzień za dniem się splata w warkocze dni, miesięcy, lat. Czas ma swoje prawa i nie waha się ich użyć. Dosadność tych słów odczuwam porannie, gdy z lustra spogląda na mnie Ktoś.

Trochę podobny do mnie, ale nie bardzo. Za gruby nos, za dużo "kresek" (jak mawia mój NajNajMłodszy) na facjatce, oczy też jakieś nie bardzo wyraźne, a o koafiurze nie wspomnę. Zresztą, nie ma się co jej czepiać, gdy się gapi z lustra Ktoś, kto się zwlekł z łoża chwilę wstecz. 

I tak się na siebie gapimy i się nawet do siebie uśmiechamy czasami. Jeszcze trochę i nawet się może zaprzyjaźnimy? No, przyjaźń to za wielkie słowo, ale na zakolegowanie można liczyć.

To to, też czasem nawet aparat ze sobą przytarga (chyba żeby się pochwalić), a może żeby pokazać, że Ono też ma ciągoty w tym kierunku?

Więc, jak sobie tak teraz to wszystko zsumuję, to chyba Tą z lustra polubię. Aż taki piernik z niej nie jest. Po ugorach tupta i nawet pogwizduje, zadek też potrafi wypiąć do nieba, gdy jakiegoś robala dostrzeże poniżej i uprze się by mu portrecik pstryknąć, babsko nieuprzejme w szmatlandii też potrafi zbesztać w te i we wte, a po za tym..., to jak się trochę "upiększy" tu i ówdzie, szmatkę uczciwszą założy, uczłowieczy się deczko, to i bez wielkiego bólu patrzeć na Nią można.

Póki co, to wiosnę wczoraj witałyśmy. Ja chciałam kwiatki, ale ona się uparła, żeby tak po naturze, bez upiększaczy i realistycznie. No to jest realistycznie!

Wiosna, tyle że trzeba ja było trochę odkopać z bieli, ale co tam..., odkopywała Ona:) Jak robiłam za artystkę.

 

 

 

I tak to wygląda wiosna w Tomaszowie.

No cóż, innej nie było!

:)

21:17, dewaluacja
Link Komentarze (7) »
sobota, 24 lutego 2018

Dzień się skończył, wieczór zapukał do okna ostatnim blaskiem zachodu.

Z lampką czerwonego wina, z bluesem który kołysze myśli zmęczone, przekraczam leniwie próg nocy.

Jeszcze jeden łyk, jeszcze jeden blues i ruszę na spotkanie Morfeusza.

To w jego ramionach odnajdę drogę do ciepłych spojrzeń, do uśmiechu na co dzień, to szczęścia od święta.

Morfeuszu! jeszcze chwilę...,

18:35, dewaluacja
Link Komentarze (5) »
niedziela, 14 stycznia 2018

Szaro za oknem, zimno i nawet do sklepu po chleb jakoś nie chce się iść. Kichy jednak swoją moc mają i się domagają co im się należy (w tym chleba naszego powszedniego), więc po chleb wychodzę, ale ani grama dalej.

Jakoś mnie nawet aparat nie wygonił z domu, ale i po co, przecież przy takiej aurze, to nawet najlepszy "upiększacz" programowy, nie poprawi tego co w kadrze zaistnieje. Cóż, taki mamy klimat (podobno).

Zabrałam więc NajNajMłodszego na dół, w celu posprzątania "pracowni" (czytaj piwnicy), co to w niej nieraz coś tam pstryknę, a ten zamiast pomagać, po kątach szperał. No i wyszperał!

Gitara, która to ze mną brzdąkała, "a mury runą, runą, runą i pogrzebią..." w wiadomych czasach, a dzisiaj, z zerwanymi strunami, w piwnicy, gdzieś w kącie odsypiała "dobre" czasy. Ech...., Tamte czasy minęły i pogrzebały nie tylko mury, ale i nasze wzniosłe marzenia, a gitarę, z za pajęczyny, wyciągnęło Wnuczydło. 

Aparat mam raczej zawsze przy sobie, więc tak powstało tych parę fotek. Cóż, "pracowni" nie sprzątnęliśmy, ale gitarę odkurzyliśmy:)

Może NajNajMłodszy znalazł właśnie swoją pasję? :)

 

 

 



 

20:56, dewaluacja
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 grudnia 2017

Podobno z wiekiem się człek kurczy i to jest fakt! Miało się 160cm, a ma się 158. Niby to tylko 2 cm, ale były, a nie ma! Widać człowiek depcze, depcze i się udepcze. 

Ale od wczoraj wiem, że nie tylko człowiek z czasem się kurczy. Skurczyła mi się też choinka. Zdjęcie poniżej zawiera obraz mojej choinki! I niestety, to nie telewizor jest wielki jak choinka, ale choinka ( czytaj choineczka) jest mała jak telewizor.

Nie powiem, mam większą, ale cóż..., mój kawałek podłogi też miał uprzejmość się skurczyć, i ni jak nie było miejsca na choinkę większą. Miało w ogóle nie być, bo stroik miałam zrobić przepięknej urody, ale coś, jakoś dziwnie bez choinki, a że w klamotach znalazłam takie małe "coś", co trochę przypominało niby choinkę, (tylko mocno sfatygowaną) i co ( po zmierzeniu ) mieściło się w jedynym wolnym miejscu (koło telewizora), więc zabrałam to "coś", wspięłam się na wyżyny wyobraźni i możliwości manualnych, i zrobiłam taką choinkę. Mała jest, ale wygląda jak choinka, świeci jak choinka i zrobi nastrój, jak to choinka.

I z tą właśnie choinką, składam Wam wszystkim tu zaglądającym, życzenia świąteczne!

By ten czas był czasem pięknych wzruszeń, radości, ciepłych słów i ciepłych serc .

 


KOCHANI! I JAK CO ROKU!! MIEJMY PIĘKNE ŚWIĘTA!!!

20:49, dewaluacja
Link Komentarze (7) »
sobota, 18 listopada 2017

Fotografia, to dziedzina tak pojemna, że mieści w sobie tyle stylów, tematów i możliwości wyrażenia swoich emocji, że nie sposób wszystkiego wyliczyć.

Ostatnio, "załapałam" się na malowanie światłem. Od zawsze, w moich pracach, światło odgrywało najważniejszą rolę, a teraz przejęło dominację nad wszystkim.

Raczkuję dopiero w tej dziedzinie, podglądam mistrzów, próbuję coś podobnego wymodzić, i jak na razie, to na 50 zdjęć, 2 są do wglądu. Reszta do kosza! Najtrudniejsza sprawa to ta, że samemu trudno całą sprawę ze światłem ogarnąć, bo albo rąk, albo nóg, albo obojga brakuje. Rodzina nie za bardzo ma ochotę pomagać, a jak już, to bardzo szybko się nudzą, bo ile można machać latarką?Ano można długo i jeszcze dłużej.

Ale ja jestem uparta i dopnę swego, choćby mi w piwnicy, czy na strychu, przyszło spędzić najbliższe miesiące:)))

Najtrudniejsze zrobić kulę ze światła. Jak do tej pory, wychodzi mi albo jajo, albo coś na kształt rozpierduchy wietrznej! Ale jestem uparta i jak to mówi najmłodsze wnuczydło..."damy radę" !

To tyle względem wyjaśnienia nie do końca dobrej "radosnej twórczości mej".

Ale się poprawię! :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


środa, 08 listopada 2017

Jesień weszła w początek końca swego. Liści więcej na ziemi niż na drzewach, a i te co jeszcze nie dały się porwać wiatrowi, już w kolorach przygasłych.
Coraz smutniej na ścieżkach leśnych, coraz więcej nagich drzew.

Bez słońca, pod szarą warstwą chmur, zmęczone liście układają się do snu masłem na dół.

 

 

 

 

 

 

 

 

 


niedziela, 29 października 2017

Co roku w tych dniach, zaludniają się cmentarze. Tym co odeszli, ci co zostali.
Uprzątanie grobów, kwiaty, znicze, a potem prostujemy obolały krzyż, przymykamy oczy i dziękujemy tym co byli, że byli.
Niech Anioły będą nadal przy was!

 


21:09, dewaluacja
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26