czyli..., zapisać słowem i obrazem
| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
,
.
DO PRZYJACIÓŁKI... .
Odeszły zbyt wcześnie..., pozostaną w sercu...
Oni ku mnie, ja ku Nim...
PROZA WŁASNA
TREŚCI ZAWARTE W TYM BLOGU SĄ MOJEGO AUTORSTWA, ZGODNIE Z PRAWEM AUTORSKIM, KOPIOWANIE I POWIELANIE TYLKO ZA ZGODĄ AUTORA
WIERSZE DO WYNAJĘCIA
Żagań w obiektywie

Darmowe fotoblogi
wtorek, 16 października 2018

Zachodów miałam przyjemność robić jak nie tysiące, to przynajmniej setki, ale już wschodów, to gorzej. Wstać po ciemku trzeba, dojechać też, jeśli chce się coś dobrego zrobić, a i nie bardzo przyjemnie, gdy jeszcze ciemnawo i pusto, a ty tylko z aparatem no i ewentualnie jeszcze ze statywem. 

Ale czasem mnie przydusi i wtedy idę na całość! Tak było teraz, bo jesień to nie tylko kolory wariackie, ale także mgły poranne, które najpiękniej nad wodą potrafią zmienić wszystko w około w bajkę. Kocham mgły, kocham jesień i choć nie kocham aż takich poranków, to jednak wsadziłam nogi w kalosze, kurtałkę na grzbiet, sprzęt na tyle siedzenie i pojechałam.

Nie zawiodłam się i choć spektakl poranno - mgłowy nie trwał długo, to wycisnęłam z niego ile się dało. Brakło mi trochę tego i owego w sprzęcie, ale i tym co mam starałam się zrobić co tylko mogłam.

Ile miałam z tego, to chyba widać w kadrze, gdy "ustrzeliłam" czaplę siedzącą na podtopionym drzewie. Szkoda że tak szybko zwiała, ale i tak fizis mi się śmiała z radości.

A oto dowód:)

 

 

 

 

 

 

 

 

 


19:52, dewaluacja
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 października 2018

Zmieniłam szablon, bo być może lepiej "przyjmie" fotografie.

Kiedyś słowa same się na klawiaturze plotły, dzisiaj obrazem opowiem co mi w duszy skwierczy.

Nie żebym miła trudności ze słowem pisanym lub mówionym, ale czasem jest tak, jak to ktoś, gdzieś powiedział... "nie chce mi się nawet gadać".

Może dlatego, że brak cierpliwości dla moich "wynurzeń" zbyt przydługich, a może brak czasu na moje "nieważne" słowa?

Nauczyłam się milczenia, nauczyłam się bycia, gdzieś na leśnej ścieżce, z aparatem i z tym, co wokoło. Zabieram bezkarnie to co mnie zachwyci, co rozświetli mi duszę, co zadziwi.

Tysięczny zachód słońca wzrusza tak samo jak pierwszy, a ścieżki leśne, dróżki polne i moje ukochane "ugory" po których tuptam już ponad dwadzieścia kilka lat, nadal ofiarowują mi coś, co mnie zatrzyma, co sprawi, że zwolnię migawkę po raz kolejny.

Kiedyś, podarowaliście mi aparat. Dzisiaj Wam dziękuję i powiem..., podarowaliście mi przyjaciela, który sprawia, że chce mi się wstać i wyjść, który nie przerwie mi w pół zdania zniecierpliwieniem, który sprawia, że świat jest jednak piękny.

Jeśli ktoś tu jeszcze zagląda, to dziękuję i jeśli chce ze mną powędrować po mojej "codzienności", to będę szczęśliwa:) Myślę, że teraz będę tu częstym "opowiadaczem"  o tym co u mnie:)

Dzisiaj tuptamy po naszym parku, czyli, jesteśmy w Książęcym Parku, w Żaganiu, kaczki pływają po Stawie Karpiowym, a łabądźki, po rzece Bóbr. I wszystko jasne:)


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


środa, 03 października 2018

Tym się przemieszczam po tej mojej jesieni (gdy nie tuptam na nogach) a że w lesie prawie mieszkam, więc jesieni mam po kokardę!

A gdzie nie nogi i opony poniosły, można zobaczyć na BLOGU FOTO

20:11, dewaluacja
Link Komentarze (1) »
środa, 26 września 2018

Kolejna porcja fotografii. Tym razem wyprawa w przeszłość. Śladami ludzi którzy tworzyli i porzucili. Co :)

Całość na moim blogu FOTOGRAFICZNYM. zaglądniecie?

20:35, dewaluacja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 września 2018

LUBUSKIE - Gmina Żagań.
Przy drodze jabłoń, a w trawie jabłka, których nikt nie zbiera. Ślad dawnej ścieżki ginie gdzieś zaroślach.
W plątaninie krzaków, wysokich traw i kolczastych dzikich róż, dostrzegam chatę. Resztki drzwi zwisają z ościeżnic, ale w oknie widnieje szyba.
W przedsionku, na kamiennej posadzce leżą stare gazety!1984r. Długo tu leżą! W (chyba) pokoiku, resztki sprzętów, mebli. Jakby ktoś nagle wyszedł i nie wrócił.

W oknie, pajęczyny walczą z firanką o pierwszeństwo. Człowiek odszedł, dom został, czas robi swoje.

 


21:25, dewaluacja
Link Komentarze (1) »
wtorek, 18 września 2018

Dawno mnie tu nie było i dzisiaj siadłam na chwilę. Nie żeby pisać coś ważnego, ot, żeby mi nie zamknęli bloga fotograficznego (sentymentalna jestem, co zrobić), więc postanowiłam coś tam wstawić.

Dużo tego się nazbierało, aż myślę czasami, że mnie te fotografie przysypia po kokardę. Ale co ja zrobię jak ja to lubię, a jak lubię, to co się będę ograniczać? A że migawka ma swoja żywotność ograniczoną, i po iluś tam klapnięciach, diabli biorą aparat, to choć już naklapałam że ho, ho, to się nie potrafię ograniczać.

Cóż, zobaczymy kto kogo przetrzyma:)

jakby ktoś miał ochotę zaglądnąć co tam się urodziło, to zapraszam na blog FOTO

23:01, dewaluacja
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 lipca 2018

 


 

Jest przy mnie gdy źle

Jest gdy dusza śpiewa

Wysłucha gdy trzeba

Gdy dopadnie bieda

W pół zdania nie przerwie

Nie powie że nudzę

Przychodzi gdy dzień

Mój przyjaciel... cień. 

 



13:01, dewaluacja
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 lipca 2018

Pamiętam czasy (brawo ja!), jak zastanawiałam się godzinami nad spuszczeniem migawki w aparacie czyli, nad pstryknięciem fotki. Nie żebym była taka niezdecydowana mocno, jeno świadoma własnych funduszów. Film, czyli przysłowiowa klisza kosztowała, a potem, każde pstryknięcie to też koszt, a na dodatek czy wart zachodu dowiadywał się człowiek, jak już zdjęcia odbierał. I czy to było cudo, czy gniot, to i tak trzeba było za wszystko zapłacić i to sporo. A gdy jeszcze weźmie się pod uwagę, że gnioty były w przewadze, to bolało jeszcze bardziej. 

Dzisiaj luzik! Pstryka się na tony, od razu widać coś spieprzył(a), a co wyszło jak trzeba i jak masz mus, to tylko z tym co warte zachodu, idziesz do zakładu, by ci to przerzucili na papier, (które to też nie kosztuje majątek), a jak się jesteś oblatany(a) w tym temacie, to znajdziesz to w necie za lepsiejszą cenę ( i to sporo lepsiejszą).

Tak to technika rozpasała fotografujących, a komputer i jego programy, dołożył do tego niezłą zabawę z kadrami które się napstrykało. Możliwości są jak stąd do nieba i dostępne, więc i ja dostąpiłam do nich i się pobawiłam. Liznęłam sam czubek ( cokolwiek nim jest), ale i tak jest przyjemnie. Coś sobie tam podłubię, więcej popsuję niż wyprodukuję, ale czasem coś mi się uda i wtedy radochy mam sporo.

Wiem, że to pikuś i wczesne przedszkole, ale co tam. mam przyjemność? mam! A reszta to ..., no właśnie pikuś! :) A to próbka moich prac domowych:))))

 

 

 

 

 

 

 

 

 




22:14, dewaluacja
Link Komentarze (5) »
sobota, 14 lipca 2018

Coś szumiało mi w domu. Podejrzenie padło na lodówkę, która potrafi wydawać zadziwiające dźwięki, ale gdy podeszłam do wyżej wymienionej, okazało się że to nie ona. Podeszłam więc do okna, (które ze względów zdrowotnościowych otwarte było) i od razu wiadomo było..., szumiało z dworu. Za późno na gminnych kosiarzy traw osiedlowych, (a i szumienie jakby bardziej poważne), za wcześnie na  powroty zmotoryzowanych mieszkańców z pracy, więc co?

Wyszłam na ganek i namierzyłam szum. Dochodził gdzieś za lasu, z pól. Rower między nogi, aparat do torby i jazda. Już z daleka dostrzegłam co zaś. Nie tylko szum się wzmagał, ale i kurz wznosił się pod niebo.


Żniwa. Mamy na okolicznych polach żniwa. Zsiadłam z roweru, wzięłam aparat i żniwa 2018-go roku mam udokumentowane.


Gdy tak patrzyłam na pola, stanęły mi przed oczami obrazy z filmów i z dzieciństwa. Mężczyzna, w koszuli z podwiniętymi rękawami, z kosą w rękach, a za nim kobieta wiążąca snopki.

Żniwiarze dawni i żniwiarze dzisiejsi, -XXI w. i ... ., chleba naszego, powszedniego daj nam dzisiaj... .

Niech nikomu go nie zabraknie.

Gdy odchodziłam, na polu lądował bociek, a może bocianowa?


Chyba przyleciała po obiad dla młodych. Ot, taki spory supersam polowy. Na pewno coś znajdzie.


niedziela, 08 lipca 2018

Staram się ruszać na przekór ostrogom, kręgosłupom i innym durnotom. Nie dam się stłamsić i usadzić na dupie! Póki się da, będę się przemieszczać na pedałach (mowa o częściach rowerowych), na nogach, z kilkami czy bez i sama, jak inaczej się nie da. 

Aparat mi w tym pomaga, a że już chyba każde drzewo i każda ścieżka ma swoją focię, to każdy liść na pewno jeszcze nie! No i jest powód by wyjść!

Wczoraj w TV znowu namawiali do pomagania kilometrami. Każdy kilometr, to wymierna kwota dla dzieci chorych ruchowo. Chcę wierzyć że tak jest. Nie tuptam tysiące kilometrów, ale przecież ileś ich przemierzam, a przez rok, uzbiera się trochę. Jeśli ma to komuś coś dobrego dołożyć, to ja chętnie. Zamontowałam Endomondo, zarejestrowałam się i poszłam.

Aplikacja zmierzyła mi wszystko. Dystans, czas, kalorie, ilość wypoconego płynu i coś tam jeszcze. Trasę pokazała na mapce i nawet było to zejście w krzaki, w które za potrzebą wlazłam.

Przez godzinę prze tuptałam ponad 5 km, zrobiłam kilka zdjęć. Zaliczono mi dystans i chyba dorzuciłam swoje km. do innych. Wiem, niewiele, ale i tak jestem dumna. A zdjęcia też wyszły nieźle, bo pogoda dziś była taka dla bogaczy, więc się poczęstowałam. A co! kto biednemu zabroni? :)




piątek, 06 lipca 2018

 

- Hej! A ty dokąd? - usłyszałam i wyhamowałam. Rozejrzałam się. Nikogo. Już miałam ruszyć dalej, gdy znowu.

- No do ciebie mówię! Gdzie się gapisz! Tu jestem! Ślepa jesteś?

Pytanie padło gdzieś z boku, jakby od badyla żółtego. Podeszłam bliżej i.... .

- No nareszcie! A ty kto? - zagadało to Coś do mnie.

- Ja? - pomimo osłupienia, głos wydałam - ja, ja....., no..., kobieta.

- Kobieta, i co dalej? - dopytywało się to Coś.

- No, Kobieta i już! A ty kto? - zripostowałam.

- Ja? Robal.

- Robal? I co dalej? - teraz ja byłam dociekliwa.

- Robal i już - odciął się Robal - co tak łazisz sama po lesie? Jeszcze cię kto naruszy! nie masz z kim się wietrzyć? - dopytał się.

- Nie łażę, ale uprawiam nordic walking, a sama czy z kimś, to moja bajka. Nic ci do tego! - odcięłam się.

Robal ruszył do góry (po badylu oczywiście), a ja przykucnęłam. Komunikatywność wzrokowa mocno nam się poprawiła.

- A co? chcesz mi zaproponować swoje towarzystwo? - roześmiałam mu się...., w pysk?

Robal spojrzał na mnie tak jakoś, że zrobiło mi się durnie.

- Zawsze jesteś taka, taka.... ,. Robal zamilkł nie kończąc zdania.

- No jaka? - warknęłam, bo warczeniem dobrze się maskuje zmieszanie.

- Taka, taka nietowarzyska - zdefiniował mnie Robal i zaczął schodzić z badyla.

No tak. Robal nie Robal, to jednak zagadał, troską się wykazał, a ja go tak śmiechem i w ...pysk?

Już prawie doszłam do tego, że "przepraszam" chciałam powiedzieć i zaproponować wspólny spacerek, miejsce na kijku i pogaduchy w temacie obitego dupska kibica, ale nie było już komu. Na badylu były tylko żółte kwiatki, dyndające na lekkim wierze.

Podniosłam się z przysiadu, spojrzałam raz jeszcze na badyl i ruszyłam dalej. Sama.

Czasami bywamy sami i nie wiem dlaczego, a bywa to takie proste.

22:03, dewaluacja
Link Komentarze (5) »
środa, 04 lipca 2018

Wiecie że fotografia to mój koń, na którym galopuję gdzie i jak się da. Zresztą, to także dzięki Wam  moje "zwierzę" może nadal galopować. Jest pięknie, gdy możesz robić to co kochasz, a jeszcze bardziej, gdy jest ktoś obok, co tak jak i ty potrafi zacumować przy byle jakim kwiatku na dłuższy czas.

Nie trafiła mi się taka persona, więc raczej solo galopuję na fotograficznej szkapie i się przyzwyczaiłam do tego. Ma to jedną dobrą stronę. Nikt mnie nie pogania i nikt mi zadka nie zawraca. Fotografuję co chcę, jak długo chcę i nikt mi nie psioczy, że po raz tysięczny robię zachód słońca! "Przecież to durne..... . "

I tu muszę coś wrzucić! Ja się nie skarżę! Wręcz odwrotnie! Się chwalę! Cały ten przydługi wstęp prowadzi do tego, że znajoma przyjechała do znajomych i męża ze sobą tym razem zabrała, a ten mąż, kocha fotografować i liczy na mnie, że Go poniańczę przez parę zachodów.

Ze znajomą gaworzyłam za dnia, a o zachodzie, z Onym, ruszaliśmy na zachód. I kiedy tak On sobie, a ja sobie robiliśmy to co komu w duszy i w kadrze grało, poczułam, że "nie solo" też jest fajnie, a nawet czasem fajniej.

Znajomi pojechali i zabrali ze sobą..., Ona, kilka godzin przegadanych, a On, zachody ( nie tylko), wymiany zdań i kilka dobrych godzin w plenerze.

Mnie zostały kadry, które będą przypominały, że fajnie jest nie być solo :).



sobota, 30 czerwca 2018

 

 

 

 

 

 

 

To dzisiejszy, ostatni, czerwcowy zachód słońca na drodze która codziennie prowadzi mnie z domu i do domu. Jednym słowem..., zachód w około komina:)

22:17, dewaluacja
Link Komentarze (6) »
sobota, 31 marca 2018

Niech te Święta przyniosą ze sobą spokój, radość, uśmiech, i niech słoneczko zaglądnie choć na chwilę.

WSZYSTKIEGO DOBREGO KOCHANI:)

19:44, dewaluacja
Link Komentarze (6) »
czwartek, 22 marca 2018

Dzień za dniem się splata w warkocze dni, miesięcy, lat. Czas ma swoje prawa i nie waha się ich użyć. Dosadność tych słów odczuwam porannie, gdy z lustra spogląda na mnie Ktoś.

Trochę podobny do mnie, ale nie bardzo. Za gruby nos, za dużo "kresek" (jak mawia mój NajNajMłodszy) na facjatce, oczy też jakieś nie bardzo wyraźne, a o koafiurze nie wspomnę. Zresztą, nie ma się co jej czepiać, gdy się gapi z lustra Ktoś, kto się zwlekł z łoża chwilę wstecz. 

I tak się na siebie gapimy i się nawet do siebie uśmiechamy czasami. Jeszcze trochę i nawet się może zaprzyjaźnimy? No, przyjaźń to za wielkie słowo, ale na zakolegowanie można liczyć.

To to, też czasem nawet aparat ze sobą przytarga (chyba żeby się pochwalić), a może żeby pokazać, że Ono też ma ciągoty w tym kierunku?

Więc, jak sobie tak teraz to wszystko zsumuję, to chyba Tą z lustra polubię. Aż taki piernik z niej nie jest. Po ugorach tupta i nawet pogwizduje, zadek też potrafi wypiąć do nieba, gdy jakiegoś robala dostrzeże poniżej i uprze się by mu portrecik pstryknąć, babsko nieuprzejme w szmatlandii też potrafi zbesztać w te i we wte, a po za tym..., to jak się trochę "upiększy" tu i ówdzie, szmatkę uczciwszą założy, uczłowieczy się deczko, to i bez wielkiego bólu patrzeć na Nią można.

Póki co, to wiosnę wczoraj witałyśmy. Ja chciałam kwiatki, ale ona się uparła, żeby tak po naturze, bez upiększaczy i realistycznie. No to jest realistycznie!

Wiosna, tyle że trzeba ja było trochę odkopać z bieli, ale co tam..., odkopywała Ona:) Jak robiłam za artystkę.

 

 

 

I tak to wygląda wiosna w Tomaszowie.

No cóż, innej nie było!

:)

21:17, dewaluacja
Link Komentarze (7) »
sobota, 24 lutego 2018

Dzień się skończył, wieczór zapukał do okna ostatnim blaskiem zachodu.

Z lampką czerwonego wina, z bluesem który kołysze myśli zmęczone, przekraczam leniwie próg nocy.

Jeszcze jeden łyk, jeszcze jeden blues i ruszę na spotkanie Morfeusza.

To w jego ramionach odnajdę drogę do ciepłych spojrzeń, do uśmiechu na co dzień, to szczęścia od święta.

Morfeuszu! jeszcze chwilę...,

18:35, dewaluacja
Link Komentarze (5) »
niedziela, 14 stycznia 2018

Szaro za oknem, zimno i nawet do sklepu po chleb jakoś nie chce się iść. Kichy jednak swoją moc mają i się domagają co im się należy (w tym chleba naszego powszedniego), więc po chleb wychodzę, ale ani grama dalej.

Jakoś mnie nawet aparat nie wygonił z domu, ale i po co, przecież przy takiej aurze, to nawet najlepszy "upiększacz" programowy, nie poprawi tego co w kadrze zaistnieje. Cóż, taki mamy klimat (podobno).

Zabrałam więc NajNajMłodszego na dół, w celu posprzątania "pracowni" (czytaj piwnicy), co to w niej nieraz coś tam pstryknę, a ten zamiast pomagać, po kątach szperał. No i wyszperał!

Gitara, która to ze mną brzdąkała, "a mury runą, runą, runą i pogrzebią..." w wiadomych czasach, a dzisiaj, z zerwanymi strunami, w piwnicy, gdzieś w kącie odsypiała "dobre" czasy. Ech...., Tamte czasy minęły i pogrzebały nie tylko mury, ale i nasze wzniosłe marzenia, a gitarę, z za pajęczyny, wyciągnęło Wnuczydło. 

Aparat mam raczej zawsze przy sobie, więc tak powstało tych parę fotek. Cóż, "pracowni" nie sprzątnęliśmy, ale gitarę odkurzyliśmy:)

Może NajNajMłodszy znalazł właśnie swoją pasję? :)

 

 

 



 

20:56, dewaluacja
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 grudnia 2017

Podobno z wiekiem się człek kurczy i to jest fakt! Miało się 160cm, a ma się 158. Niby to tylko 2 cm, ale były, a nie ma! Widać człowiek depcze, depcze i się udepcze. 

Ale od wczoraj wiem, że nie tylko człowiek z czasem się kurczy. Skurczyła mi się też choinka. Zdjęcie poniżej zawiera obraz mojej choinki! I niestety, to nie telewizor jest wielki jak choinka, ale choinka ( czytaj choineczka) jest mała jak telewizor.

Nie powiem, mam większą, ale cóż..., mój kawałek podłogi też miał uprzejmość się skurczyć, i ni jak nie było miejsca na choinkę większą. Miało w ogóle nie być, bo stroik miałam zrobić przepięknej urody, ale coś, jakoś dziwnie bez choinki, a że w klamotach znalazłam takie małe "coś", co trochę przypominało niby choinkę, (tylko mocno sfatygowaną) i co ( po zmierzeniu ) mieściło się w jedynym wolnym miejscu (koło telewizora), więc zabrałam to "coś", wspięłam się na wyżyny wyobraźni i możliwości manualnych, i zrobiłam taką choinkę. Mała jest, ale wygląda jak choinka, świeci jak choinka i zrobi nastrój, jak to choinka.

I z tą właśnie choinką, składam Wam wszystkim tu zaglądającym, życzenia świąteczne!

By ten czas był czasem pięknych wzruszeń, radości, ciepłych słów i ciepłych serc .

 


KOCHANI! I JAK CO ROKU!! MIEJMY PIĘKNE ŚWIĘTA!!!

20:49, dewaluacja
Link Komentarze (7) »
sobota, 18 listopada 2017

Fotografia, to dziedzina tak pojemna, że mieści w sobie tyle stylów, tematów i możliwości wyrażenia swoich emocji, że nie sposób wszystkiego wyliczyć.

Ostatnio, "załapałam" się na malowanie światłem. Od zawsze, w moich pracach, światło odgrywało najważniejszą rolę, a teraz przejęło dominację nad wszystkim.

Raczkuję dopiero w tej dziedzinie, podglądam mistrzów, próbuję coś podobnego wymodzić, i jak na razie, to na 50 zdjęć, 2 są do wglądu. Reszta do kosza! Najtrudniejsza sprawa to ta, że samemu trudno całą sprawę ze światłem ogarnąć, bo albo rąk, albo nóg, albo obojga brakuje. Rodzina nie za bardzo ma ochotę pomagać, a jak już, to bardzo szybko się nudzą, bo ile można machać latarką?Ano można długo i jeszcze dłużej.

Ale ja jestem uparta i dopnę swego, choćby mi w piwnicy, czy na strychu, przyszło spędzić najbliższe miesiące:)))

Najtrudniejsze zrobić kulę ze światła. Jak do tej pory, wychodzi mi albo jajo, albo coś na kształt rozpierduchy wietrznej! Ale jestem uparta i jak to mówi najmłodsze wnuczydło..."damy radę" !

To tyle względem wyjaśnienia nie do końca dobrej "radosnej twórczości mej".

Ale się poprawię! :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


środa, 08 listopada 2017

Jesień weszła w początek końca swego. Liści więcej na ziemi niż na drzewach, a i te co jeszcze nie dały się porwać wiatrowi, już w kolorach przygasłych.
Coraz smutniej na ścieżkach leśnych, coraz więcej nagich drzew.

Bez słońca, pod szarą warstwą chmur, zmęczone liście układają się do snu masłem na dół.

 

 

 

 

 

 

 

 

 


niedziela, 29 października 2017

Co roku w tych dniach, zaludniają się cmentarze. Tym co odeszli, ci co zostali.
Uprzątanie grobów, kwiaty, znicze, a potem prostujemy obolały krzyż, przymykamy oczy i dziękujemy tym co byli, że byli.
Niech Anioły będą nadal przy was!

 


21:09, dewaluacja
Link Komentarze (9) »
środa, 25 października 2017

Kiedy poranek otulony mgłą, gdy na liściach jeszcze śpi nocny deszcz, gdy słońce zaspane niemrawo wdrapuje się na niebo, warto wziąć aparat.

Można spotkać niesamowitą grę świateł, można znaleźć krople podwieszone tu i tam, a liście na ścieżkach, błyszczą niczym powlekane srebrem.

Mgła zmiękcza ostre kontury, nadaje tajemniczości rzeczom zwyczajnym, a promienie słońca, przebijające się przez prześwity gałęzi drzew, kładą się słonecznymi plamami na zacienionych zakamarkach. 

Miałam to wszystko porankiem, więc za aparat i ruszyłam po Tomaszowie i okolicach. Było na czym zatrzymać obiektyw i byłabym jeszcze ciekawsze kadry ustrzeliła, gdy nagle, po drugiej stronie szosy zobaczyłam jak coś szarego stoi na poboczu i coś chrupie.

Chrupało żołędzie, a jak mordę podniosło i spojrzało na mnie to jak nic... locha dzika!!! od lat włóczę się po ugorach okolicznych, i od lat widzę ślady dzików, ale tych ostatnich jakoś nie. Aż tu dzisiaj, oko w oko! Uciekać? Stać i udawać że nie widzę, to może sobie pójdzie? Przy szosie jesteśmy, samochody jeżdżą, ro może się wystraszy i w las pójdzie?

Ona patrzy na mnie, ja na nią i nic się nie dzieje. Nie powiem, stracha miałam, bo cholera wie co to może zrobić, a ja za stara by po drzewach latać!

I tak sobie stoimy, aż nie wytrzymałam i ..., skoro jut na to się napatoczyłam, to zrobię jej portrecik! I zrobiłam, ona nie zrobiła nic, pogapiła się jeszcze chwil i zabrała się ponownie do konsumpcji.

Odeszłam spory kawał, ale światło było niezłe, więc wlazłam w las i dalej pstrykać, tyle że nadsłuchiwałam, czy bestia czasem nie nadchodzi!

Po obiedzie syn przyszedł, więc od razu się chwalę, jaką fajną fotkę walnęłam dzikowi.

Ten się popatrzył najpierw na fotkę, potem na mnie, pokiwał głową i w śmiech!

- Skąd ci się wziął dzik? Przecież to świnka wietnamska! I to pewnie ta, co to Miszy jakiś czas temu uciekła - wychrypiał zanosząc się od śmiechu.

- Oj Mama, Mama- żeby świnię wziąć za dzika? No całkiem jak u Kargulów i Pawlaków! A może ty Mama Pawlaczka jesteś?

Spojrzałam na niego, potem na mojego dzika (czy dzikową).

- Czy ja Pawlaczka to nie wiem, Mama nic na ten temat nie wspominała, ale że świnia mnie w konia zrobiła, to już prawdziwe świństwo!

- Dobrze żeś na Fejsa nie wstawiła tego "dzika", bo by ludziska mieli z ciebie ubawu przez tydzień - zarechotał synuś, a ja miałam ochotę pacnąć go w zadek!

A swoją drogą, to ile lajków mogłabym za tego dziko-świnkę dostać? Zawszeć to popularność by była, a czy świńska, czy dzikowata, to co za różnica? :))))

 

 

 

 

 


sobota, 14 października 2017

Kilka kilometrów ode mnie, jest miasteczko Szprotawa. Nic specjalnego, ot małe miasteczko, prawie zadupie. Są ulice, jest ratusz z dwiema wieżami, ławeczki przy nim i gołębie. Ludzie też są!

Jest też kościół. Nic specjalnego. Fakt że stary, zabytkowy, i w środku bogato zdobiony, ale tu na zachodzie, w każdym miasteczku są takowe, a po wsiach, kościoły budowane z polnego kamienia (XIII-XIVw).

Jednak ten w Szprotawie różni się od tamtych diametralnie. Czym? Ano tym, że jest otwarty w każdy dzień i zawsze można tam wejść. Nie trzeba stać w progu i przed kratą metalową, lecz można wejść do środka, usiąść w ławce i co tam kto chce.

Wieżę w Boga ale już z kościołem i klerem jest trochę na bakier. Boga odnajduję patrząc w zachód słońca, czy na kolory jesiennego parku. Tam widzę piękno, którego człowiek nie byłby w stanie stworzyć  i tam widzę Jego doskonałość. Tam słyszę swoje myśli, tam mogę zrobić rachunek strat i zysków, i tam mogę prosić, o to, czego mi potrzeba i tam mogę podziękować, za to, co mam.

Ale lubiłam też wejść do kościoła, poczuć zapach palących się świec, patrzeć na promienie słońca przedzierające się przez półmrok, na ołtarze podświetlone płomieniem świec, słyszeć cichy szept modlitwy i stukot kroków tych co przyszli w odwiedziny. Niestety, od wielu lat, kościoły są pozamykane i tylko w niektórych można wejść do przedsionka.Rozumiem że to dla bezpieczeństwa i przed dewastacją, ale ten w Szprotawie jest otwarty i dostępny! Więc można???!!!

Można i dlatego, od czasu do czasu jadę tam, siadam w ławce i spędzam chwilę, czasem dwie, a że mam zawsze ze sobą aparat, więc czasem, gdy coś dostrzegę co mnie poruszy, to cichutko, bez lampy, robię parę zdjęć.

Wczoraj zrobiłam Anioła, i chciałabym go Wam tu dać. Niech ten Anioł pójdzie z Wami, niech Wam towarzyszy i w dobrym i w złym. Niech będzie dla Was dobrym kumplem (będzie na pewno, bo mu dobrze z oczu patrzyło)

Dobrej nocy Kochani!

 





sobota, 07 października 2017

Orkan Ksawery dobrał się do nas, a raczej do naszego dachu i zawinął nam kilkanaście dachówek, (robiąc niezłą dziurę w dachu), napędził nam sporego strachu wiejąc, wyjąc, wywracając drzewa z korzeniami, i przewracając większe i mniejsze rzeczy, które spotkał na swojej drodze. 

Dzięki Bogu skończyło się na tym. Drzewa uprzątają, dachy łatają (zięć i ślubny już załatali), a światło podłączyli już po kilku godzinach.

Muszę przyznać, że takiej wichury jeszcze u nas nie było.

- No! tym razem to nie moja wina! - powiedział z ulgą Ksawery (wnuczydło me), parząc jak Tata z Dziadkiem dziurę w dachu łatają.

I miał rację! Tym razem narozrabiał wiaterek, który mam nadzieję już do nas w takiej formie nie wróci!

A na poprawienie nastroju (bo za oknem pada i jest ponuro jak w piwnicy), kilka jesiennych klimatów przytarganych przeze mnie z okolicznych ugorów! :)

 

 

 

 

 

 




piątek, 29 września 2017

To nie prawda, że tylko w lesie znajduję klimat, że tylko kwiatki i bławatki, że tylko psa i kota! Co prawda obiektywy które mam nie za bardzo nadają się do architektury, ale coś tam można zrobić. Nie do końca to co by się chciało, ale domy też czasem wychodzą, i miasto (czytaj miasteczko)takoż, a że ludzi w nim o tej porze nie za wiele, więc i nie za wiele "ustrzeliłam". jednak parę sztuk się szwendało po tym Żaganiu, więc i parę sztuk się załapało w kadr. 

Klimat zadupia wieczorową porą chyba wyłapałam, a przynajmniej jego ulic. Że bez ludzi prawie? Cóż, większość wyjechała za chlebem, a starsi już o tej porze piją ziółka przed telewizorem.

Ja latałam i pstrykałam, a to co mi wyszło, jest pod spodem:)

spokojnej nocki:)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25