czyli... pół żartem, pół serio... .
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu

nic nie muszę... .

Bezczynność niedzielna lekkim zniecierpliwieniem się wkradała. Pracowitość odłożona nie z lenistwa, lecz brakiem zapotrzebowania, przynależność codzienna odpracowana obiadem, czas ciągnie się niczym „mordolkejka” po zębach.

Po tygodniowym biegu trudno wyhamować. Coś jakby siła rozpędu pcha do przodu, a tu przód bez zaczepienia rąk i nóg.

Wreszcie noc czarną firaną przysłoniła okno i wyciszył dzień. Diana Krall ciepłym głosem nuci „boulevard of broken dreams”, czerwone wino jakby uspokaja, znieczula zmysły.
Zatrzymanie w biegu zdarzeń, otulenie muzyką, czas dla siebie.
Zamykam dzień kluczem nadchodzącej nocy i poddaję się trwaniu wyciszonemu, z lekkim uśmiechem pobłażania dla tego co było, co przyniósł dzień.
To już przeszłość więc nie ma potrzeby rozpamiętywania tego co już się stało moim i innych udziałem. Ot, następna kartka kalendarza osuwa się na ośnieżony wieczór, jak tysiące przed nią i po niej. Ale to będzie jutro, dzisiaj spaceruję z Dianą bulwarem, a myśli idą tuż obok, zdziwione brakiem zainteresowania, ale już posiadłam sztukę zamakania ich emocjonalności i jak widz, spoglądam na nie z kroplą nostalgii, rozrzewnienia, akceptacji.

Niech sobie poswawolą, niech pogmerają w przeszłości jeśli taka ich potrzeba, w teraźniejszości jeśli muszą, w przyszłości jeśli inaczej nie mogą.

Ja nic nie muszę, ja bulwarami nocy powędruję aż do porannej szarości.

niedziela, 17 stycznia 2010, dewaluacja

Komentarze
2010/01/19 20:01:58
Spokojnej wedrówki zatem!
-
2010/01/24 13:36:58
Wyhamowałam na tydzien, a moze i na dłuzej.
Ale ta bezczyność juz mnie zaczyna drażnić i niecierpliwić ...
Tylko ksiązki mi tę bezczynność umilają.